niedziela, 28 września 2014

Rozdział 19

Rano obudziłam się w nijakim nastroju. Wczorajsza noc dała mi dużo do myślenia.  Miałam przeczucie, że duet Goetzeus coś przede mną ukrywa  Ale dlaczego nie zobaczyłam tego wcześniej. Nie miała pojęcia. Bolała mnie głowa.  Wyjęłam telefon z zamiarem zadzwonienia do Mo, gdyż wiedziałam, że muszę z niego wyciągnąć coś więcej. Już miałam nacisnąć zieloną słuchawką, gdy zobaczyłam nową kopertę z wiadomością SMS. Była od Marco. Zastanawiało mnie czego on może chcieć dziś ode mnie po tym jak wczoraj nawrzucałam jego nowej dziewczynie. Chciał się spotkać. Szczerze byłam pewna, że chce mnie za to wszystko porządnie ochrzanić, jednak chciałam się z nim spotkać. Ciągnęło mnie do niego i mimo, że wiedziałam iż ma dziewczynę cholernie chciałam go zobaczyć.
Tak to uczucie, że jest się w kimś zakochanym jest wciąż dla mnie obce i wcale go nie rozumiem. Powinnam znaleźć kogoś kto wreszcie pokaże mi co to znaczy kochać. Miałam nadzieję, że to będzie Marco, jednak wczoraj zostałam sprowadzona boleśnie na ziemię. On wolał jakąś tam Eve a ja chyba musiałam się z tym pogodzić.
- Hejoo siostra - do mojego pokoju wpadł uśmiechnięty od ucha do ucha Mario
Po jego dziwnym wczorajszym zachowaniu nie było ani śladu. Podejrzane. Nie chciałam jednak wywoływać kłótni toteż miło się z nim przywitałam.
- No hej - powiedziałam
- Nie widziałaś gdzieś mojej torby treningowej? - spytał z nadzieję w głosie - za chwilę ma po mnie przyjechać Reus a ja jej nie umiem nigdzie znaleźć - dokończył robiąc maślane oczka
- Leży w łazience na półce - rzekłam z uśmiechem
Cały Mario. Zawsze rzuca swoją torbę gdzie popadnie a potem nie może jej znaleźć
- Co ja bym bez ciebie zrobił Leno - rzekł składając na moim policzku soczystego buziaka
- No już leć grubasku bo się spóźnisz - pośpieszałam go
On tylko uśmiechnął się i już miał wychodzić gdy odwrócił się jeszcze na chwilę w moim kierunku.
- Wpadnij dziś na Idunę. Mamy otwarty trening o 13 a Marco chciał z tobą pogadać- rzekł poważnie i nie czekając na moją odpowiedz wyszedł z domu.
Przewróciłam teatralnie oczami i i zakryłam się kołdrą po sam czubek głowy.
Punktualnie o 13 zajęłam miejsce na trybunach stadionu i podziwiałam poczynania chłopaków. Trening przebiegał sprawnie, gdyż chłopacy nie chcieli zbytnio ośmieszać się przy fanach. Każdy najdokładniej jak tylko mógł wykonywał polecenia trenera. Gdybym ich nie znała uwierzyłabym, że w rzeczywistości są tacy precyzyjni, jednak za dużo czasu już z nimi spędziłam. Trener zadowolony z swoich podopiecznych chodził uśmiechnięty i wydawał kolejny polecenia. Kątem oka spostrzegłam jak Marco na mnie patrzy. Jednak on gdy tylko zobaczył, że go obserwuje odwrócił się w innym kierunku i udawał, że rozmawia z Mikim. Nie zwróciłam na to specjalnie uwagi, wiedząc iż pewnie dąsa się na mnie za wczoraj.
- Hej Lenka - usłyszałam zza moich placów
Obejrzałam się za siebie i ujrzałam uśmiechniętą Anię.
- Hej Anka - rzekłam z uśmiechem gdy ta usiadła koło mnie
- Co siedzisz tak sama? - zapytała
- Jakoś nie specjalnie chce mi się siedzieć z dziewczynami i tą całą Evą - powiedziałam pokazując palcem roześmiane dziewczyny
- Widzę że nie jestem jedyna, która jej nie znosi - rzekła zaczynając się śmiać- wredne, plastikowe babsko.
Rozmawiałyśmy przez całą resztę treningu. Anię bardzo lubiłam. Umówiłyśmy się na wspólne zakupy jutro oraz że pójdziemy razem na siłownie. Lewandowska uwielbia aktywność fizyczną i obiecała, że zarazi mnie tym. Nigdy nie narzekałam na tuszę, bo jestem osobą chudą, ale trochę mięśni nikomu jeszcze nie zaszkodziło.
Gdy trening dobiegł końca pożegnałam się z Anią i wyszłam przed stadion, gdzie miałam spotkać się z blondynem. Po chwili zobaczyłam go jak opuszcza obiekt z tą szmatą.
Jednak ku mojemu zdziwieniu Marco pożegnał się z nią i ruszył uśmiechem w moim kierunku. Jego włosy rozwiewał wiatr, ale nawet w takich wyglądał seksownie. Z każdym jedo krokiem moje serce zaczynało bić szybciej. Czy to możliwe, że ja wreszcie się zakochałam. Tak naprawdę. NIe miałam pojęcia co się ze mną działo w tamtym momencie.
- Panno Leno chyba musimy porozmawiać - rzekł poważnie
Ja tylko kiwnęłam głową na znak, że się zgadzam. Marco otworzył mi drzwi do swojego samochodu a następnie sam zajął miejsce kierowcy.
- Leno wiesz, że twoje wczorajsze zachowanie było nie na miejscu - zaczął spoglądając na mnie swoimi ciemniejszymi niż zazwyczaj oczami - Jednak nie mam ci tego za złe -dodał poprawiając się na siedzeniu i wracając wzrokiem na drogę. 
Nic z tego nie rozumiałam.  W takim razie po co chciał się ze mną spotkać skoro nie ma ochoty mnie zjebać.  Spojrzałam na niego niepewnie. Był tak cholernie przystojny. Skupiony na drodze. Z lekkim dwu dniowym zarostem, który sprawiał że był jeszcze bardziej pociągający. Nawet nie wiem kiedy przygryzłam dolna wargę. 
- Porozmawiamy jak dotrzemy na miejsce - rzekł - I nie patrz tak na mnie. To cholernie mnie rozprasza Leno - rzekł spoglądając na mnie na co ja z niewyjaśnionych przyczyn oblałam się rumieńcem.
Odwróciłam wzrok i skupiłam się na krajobrazie zza okna. Nie miałam pojęcia dokąd zmierzamy. Rozsiadłam się wygodnie na skórzanym siedzeniu aston Martina Reusa i uważnie go obserwowałam. Dostrzegam niewielką bliznę z boku jego szyi. Dziwi mnie to że wcześniej jej nie zauważyłam. Jego blond włosy nadal znajdują się w nieładzie i jeden swawolny kosmyk opada mu na czoło. Tatuaże pokrywające jego rękę nadawały mu coś z Bad Boys'a. 
- Boże dlaczego ty jesteś taki idealny. Pierdolony Reus - klnę w myślach pożerając go wzrokiem. 
- Panno Leno rozpraszasz mnie gdy tak na mnie patrzysz. Mam wtedy wrażenie ze chcesz się ze mną kochać - wyrzuca z siebie
Na jego słowa czuje jak robię się purpurowa na policzkach.  Reus jest pewny siebie. Az za bardzo. Szybko odwracam się w drugą stronę, by nie zauważył że się rumienie. Jednak on nawet nie odwraca wzroku w moim kierunku.  Milczę nie wiedząc co mam odpowiedzieć. Z jednej strony nie chce być jego zabawka a z drugiej cholernie go pragnę. Jakieś dwie części mnie toczą ze sobą wewnętrzny bój. 
- Dokąd jedziemy - zręcznie zmieniłam temat
- Niespodzianka - powiedział spoglądając na mnie 
- Marco - rzekłam mierząc go wzrokiem - Wiesz, że nie lubię niespodzianek 
- Leno jesteś taka głupiutka - rzekł delikatnie i zaczął się śmiać - Ale niech Ci będzie. Jedziemy do takiej odległej knajpki na obrzeżach Dortmundu, gdzie będziemy mogli w spokoju pogadać.  
Uśmiechnęłam się tylko odwracają od niego wzrok. Resztę drogi milczeliśmy.

***************************

Z racji tego, że weekend spędzam chora w łóżku i do tego sama w domu postanowiłam coś napisać.
Rozdział zostawiam do waszej oceny. :)
Liczę na wasze motywujące komentarze, bo z moją weną jest ostatnio źle ;)
Pozdrawiam ;***

wtorek, 23 września 2014

Rozdział 18

Mo wyprowadził mnie z posesji Reusa. Byłam wściekła. Być może nie powinnam była od razu tak na nią najeżdżać, ale nie spodobało mi się to, że odebrała mi Marco. Marco, na którym teraz tak bardzo mi zależało. Czułam w środku kompletną pustkę. W tym momencie, przez swoją głupotę straciłam przyjaciela. Po policzku płynęły mi słone łzy.
- Mo proszę zabierz mnie stąd. Nie chce żeby ktoś widział, że płaczę. - powiedziałam nie przestając szlochać.
Nadmiar alkoholu sprawił, że straciłam nad sobą kontrolę. Wypowiadałam na głos słowa, których nigdy nie powinnam powiedzieć.
- Co ona ma czego na nie mam. Dlaczego to ją wybrał Marco a nie mnie. - szlochałam idąc chodnikiem - Straciłam go na zawsze
- Lena czy ty zakochałaś się Marco? - spytał zdziwiony Leitner
Stanęłam ja wryta, gdyż właśnie dotarło do mnie, że zdradziłam to mojemu towarzyszowi. Spojrzałam na niego niepewnie. Czułam, że oblałam się purpurą na twarzy. Mo lekko uśmiechnął się.
- Spokojnie, nikomu nic nie powiem - puścił mi oczko - swoją drogą nie wiedziałem że jesteś zdolna by kogoś pokochać
Na te słowa moje ciało przeszył dreszcz. Zawsze byłam przekonana, że nie umiem nikogo kochać. Byłam zimną suką bez uczyć. Nigdy nie płakałam, nigdy niczego nie żałowałam. Uczucie do Marco zaczęło mnie zmieniać. Zaczęłam kochać, ale ja nadal nie byłam kochana. To tak strasznie bolało. Moje serce pękało na miliony małych kawałeczków, których już nikt nie będzie wstanie poskładać. Przypominała mi się każda chwila spędzona z Marco. Każde spojrzenie, każdy dotyk. Jego pocałunek, każdy wyrażał coś innego. Doskonale pamiętałam te motylki w brzuchu, za każdym razem. Na te wspomnienia wybuchłam jeszcze większym płaczem. Usiadłam na pobliskiej ławce i płakałam jak małe dziecko, które zgubiło ulubioną zabawkę. Mo usiadł koło mnie i mocno przytulił. Nie mówił nic. Po prostu milczał. Byłam mu za to wdzięczna. Wtuliłam się w niego wylewałam strumienie gorzkich łez. 
- Jesteś taka naiwna Leno - powiedział Leitner 
Spojrzałam na niego zaskoczonym wzrokiem. Nie wiedziałam dlaczego tak mówi. 
- Marco to nie jest chłopak dla Ciebie. On chce tylko zerżnąć laskę i ją zostawić. Ty jesteś inna. Ty nie chcesz zrobić tego z pierwszą lepszą osobą. Wierz mi on chciał Cię po prostu wykorzystać. Tacy ludzie się nie zmieniają. Możesz mi wierzyć lub też nie, ale on ma za plecami rzeczy o wiele bardziej mroczne niż obracanie panienek w swojej sypialni. - rzekł powoli wstając z ławki 
Nie miałam pojęcia o co może mu chodzić.  Nie zauważyłam by Marco zachowywał się jakoś dziwnie. A może nie zwróciłam na to uwagi.
- Powiedz mi Mo o co chodzi? Co takiego mrocznego ukrywa Marco? - wypytywałam go 
- Oj Leno za dużo chciała byś wiedzieć. Marco jak by chciał powiedział by ci sam. Po prostu zapomnij o tym co ci powiedziałem - rzekł poważnie i schował dłonie do kieszeni swojej bluzy. 
- Uciekasz przed tym? Dlaczego? Boisz się czegoś? Przecież nic mu nie powiem - mówiłam
Zapomniałam już całkiem o tej lafiryndzie, którą dziś zaprezentował nam Marco. Teraz chciałam się tylko dowiedzieć co wie Leitner a nie chce powiedzieć mi. 
- Ja się niczego nie boję a już na pewno nie Reusa - zaśmiał się sarkastycznie Mo - Po prostu mówię że Marco nie jest taki słodki za jakiego go masz. Twój brat pewnie wie o czym mówię.
- Więc mi nie powiesz - podniosłam lekko głos
- Leno nie bądź taka ciekawska. Ciekawość doprowadziła już wiele osób do zguby. Więc uważaj na siebie - powiedział Mo i pomógł mi wstać z ławki.
 Nie pytałam już o nic więcej. Milczałam rozmyślając co mógł mieć na myśli Mo mówiąc że ciekawość doprowadziła już wiele osób do zguby. Nie wiedział co o tym myśleć. Piłkarz odprowadził mnie do domu. Nasz spacer trwał chyba dłużej niż myślałam, gdyż w domu świeciły się już światła co oznaczało że Mario i Wiki już wrócili. 
Pożegnałam się z brunetem i weszłam do domu. Wiktoria już spała za to Mario siedział na kanapie i nad czymś myślał. Gdy tylko zauważył że weszłam do salonu  podniósł wzrok na mnie. Był jakiś nieobecny. Jego brązowe tęczówki, były o wiele ciemniejsze niż zazwyczaj. Bił od nich chłód.
- Gdzie byłaś panno Leno? - zapytał beznamiętnie, jak by w ogóle nie chciał wiedzieć. 
- Byłam z Mo na spacerze - odpowiedziałam i nagle przypomniałam sobie słowa Mo, które jasno mówiły, że Mario też wie coś o Reusie - możemy pogadać? - zapytałam 
Goetze tylko wstał z kanapy i stanął na przeciwko mnie. Po raz pierwszy nie czułam się bezpieczna w jego towarzystwie. Był zły. Wręcz wściekły. Nie wiedziałam co doprowadziło go do takiego stanu. 
- Chciała bym Cię o coś spytać - rzekłam 
- Mów - powiedział oschle 
- Dziś dowiedziałam się coś o przeszłości Marco. Podobno jest w niej coś mrocznego. Coś o czym ty wiesz - powiedziałam 
- Leno nie powinnaś wpierdalać się w nie swoje sprawy - warknął Mario - Jesteś nierozsądna. Lepiej nie drąż dalej tego tematu. Tak będzie lepiej dla Ciebie - syknął przechodząc obok mnie 
Moja ciekawość wzrastała jeszcze bardziej. Tak samo jak strach. Nigdy nie widziałam Mario w takim stanie. Może to o czym mówił Leitner dotyczy nie tylko Reusa ale też i mojego brata. Musiałam to sprawdzić.

************************************************

Wróciałam ;)
To pierwszy rozdział jaki udało mi się napisać od dłuższego czasu.
Nie wiem kompletnie jak wam się spodoba, więc zostawiam do wasze oceny.
Namieszam tu jeszcze bardziej o czym pewnie świadczy już końcówka rozdziału. 
POZDRAWIAM :*****

sobota, 5 lipca 2014

Rozdział 17

 * Lena *

Pod posesją Marco byliśmy po jakimś kwadrancie. Mario zaparkował pod jego bramą i skierowaliśmy się w stronę domu gospodarza. Już na dworze było słychać głośną muzykę. Przed drzwiami stał Roman wraz z Mo palący fajkę. Przywitaliśmy się z nimi i weszliśmy do środka. Reus gdy tylko nas zobaczył podszedł by się przywitać. Jednak gdy chciał mi coś powiedzieć ruszyłam w innym kierunku zostawiając go samego. Poszłam do kuchni gdzie spotkałam Roberta.
- Masz - powiedział podając mi kolorowego drinka
- Mam nadzieję że jest lepszy od tego, który zaserwowałeś mi na ostatniej imprezie - zaśmiałam się
- Mam nadzieję że ten nie wyląduje na mojej koszuli - zaśmiał się brunet ukazując tym samym słodkie dołeczki w swoich policzkach
Rozmawialiśmy chwilę. Dołączyła do nas również Ania. Popijaliśmy drinki bawiąc się doskonale. Muszę przyznać że zaczynało nam szumieć w głowie. Pewnie siedzielibyśmy tam dalej gdyby nie zawołał nas Reus. Wszedł na stół prosząc wszystkich o uwagę
- Otóż zebrałem was tutaj aby kogoś przedstawić - powiedział zadowolony - Oto moja dziewczyna Eva - dokończył pomagając dziewczynie stanąć obok niego
W pomieszczeniu zapanowała cisza. NIkt nie mógł uwierzyć w to co usłyszał.
- Wygląda jak szmata. Podobną wycierałam dziś podłogę - wypaliłam tak że wszyscy się na mnie spojrzeli
Robert zaczął się śmiać a Ania ledwo powstrzymując śmiech próbowała go uspokoić. Na marne bo w ślady Lewandowskiego poszło większość zgromadzonych
- Coś ty powiedziała - krzyknęła porządnie wkurzona Eva
- To że wyglądasz jak urodzona kurwa. Skąd Marco Cię wziął? Z zakrętu? - zapytałam ze śmiechem
Byłam wściekła. Ta wredna małpa odbiła mi Marco. To jej nie ujdzie płazem.
- Chyba się rozpędziłaś dziewczynko - powiedziała Eva próbując zejść ze stołu
- Chyba nie - rzekłam i pociągnęłam ją za rękę tak, że gdyby Marco jej nie złapał pewnie spadła by na ziemię obijając przy okazji swój wytapetowany ryj
- Dziewczyny uspokójcie się - próbował nas rozdzielić Reus
- Zamknij się ty męska dziwko - krzyknęłam do niego
Nerwy mi puściły i z całej siły wymierzyłam Evie cios w policzek. Ta dostała szału i rzuciła się na mnie z pięściami. Za chwilę leżałyśmy na ziemi wymierzając sobie ciosy. Gdyby nie Reus i Mo, którzy nas od siebie odciągnęli chyba bym tą sukę zabiła. Jedno jest już pewne przyjaciółkami nie zostaniemy. 
- Chodź Lena. Pójdziemy się przejść może trochę ochłoniesz - powiedział z troska Moritz
- Okey. Ale z nią jeszcze nie skończyłam - powiedziałam i wyszłam razem z Mo z posesji Reusa
Widziałam na sobie wrogie spojrzenie Evy. Ta wredna małpa zapłaci mi za to.

***********************************************************************************

Tak jakoś naszła mnie wena i napisałam wczoraj wieczorem kolejny rozdział ;D
Lena znów pokazała pazur ;3 
                                                        Jak myślicie dojdzie do kolejnych konfrontacji dziewczyn?  

Eva Bursche - Nowa dziewczyna Marco Reus. Leci na jego kasę i sławę.
 Po imprezie u Reusa Utrudnia życie Lenie w którą uważa za swoją rywalkę.

środa, 2 lipca 2014

Rozdział 16

Blondyn szedł do domu rozmyślając nad tym co ostatnio dzieje się w jego życiu. Od czasu, gdy pocałował Lenę czuł wyrzuty sumienia. Była jedyną dziewczyną przez którą tak się czuł. Nie powinien był tego robić wiedząc że nic do niej nie czuje. On wolał mieć każdej nocy inną. Już sam nie wiedział ile dziewczyn w tym miesiącu przewinęło się przez jego sypialnie, ale jemu to nie przeszkadzało. Uwielbiał bawić się uczuciami dziewczyn. A to wszystko przez jedno wydarzenie, które tak bardzo zmieniło życie blondyna. W jednej chwili stracił coś na czym mu zależało. Teraz był pozbawionym uczyć, ale w głowie miał genialny plan. Chciał pokazać wszystkim, że on Marco Reus, potrafi się ustatkować. Była jedna dziewczyna z którą sypiał jakiś  czas. Postanowił, że to ona idealnie nada się do jego intrygi. Postanowił, że będzie grał idealnego chłopaka. Każdy będzie myślał że Marco się zmienił jednak on będzie miał inne na boku. Wyciągnął telefon i wybrał numer do Evy.
- Hej kochanie. Mogłabyś wpaść do mnie za pół godziny? - zapytał najładniej jak potrafił
- Jasne - odpowiedziała po czym blondyn rozłączył się
Można by rzec, że oboje są siebie warci. On chce ją wykorzystać by pokazać innym że umie kochać jedną osobę. Ona chce jego pieniędzy i bycia na pierwszych stronach gazet. Duet idealny. Marco uśmiechnął się do siebie ruszając w dalszą drogę. Gdy dotarł do domu zapomniał już o swoich wyrzutach sumienia względem Leny. Teraz liczyło się tylko to by dobrze grać. Parę minut później w jego mieszkaniu pojawiła się Eva. Marco podszedł do niej i namiętnie ją pocałował
- Tak bardzo za tobą tęskniłem - kłamał jak z nut
- Jak za tobą też - odpowiedział mu dziewczyna z promiennym uśmiechem
- Ostatnio wiele o nas myślałem i doszedłem do wniosku że jesteś dla mnie bardzo ważna. Zostaniesz moją dziewczyną - spytał patrząc jej w oczy
- Tak - zapiszczała dziewczyna rzucając się mu na szyję
Oboje dopięli swego. Marco zachłannie wpił się w usta dziewczyny i ruszył w kierunku jego sypialni, pozbawiając po drodze dziewczynę ubrań. Ona nie zostawała mu dłużna. Gdy dotarli do sypialnie opadli na łóżko zatracając się w sobie.
W tym samym czasie Lena po raz kolejny tego dnia kłóciła się Mario. Ta dwójka ostatnio nie może zamienić z sobą kilku zdań bez kłótni. W ich domu panuje napięta atmosfera, czego nie polepszy to czego dowiedzą się dziś. Marco przed chwilą wysłał do nich SMS z zaproszeniem na imprezę, która miała odbyć się dziś wieczorem u niego. Blondynka nie miała ochoty patrzeć na Marco, ale imprezy by nie przepuściła. Postanowiła powoli zacząć się szykować. Wzięła odprężającą kąpiel po której ubrała się w czerwoną sukienkę. Później delikatnie pofalowała swoje włosy i pomalowała się. Następnie zeszła na dół gdzie czekali już na nią Mario i Wiki. Założyła szpilki i wyszła z domu zamykając go.

***********************************************************************************
 Taka niespodzianka xd
Jak myślicie jak zareaguje Lena gdy dowie się o nowej dziewczynie Marco?
Czy dziewczyny może tylko zaprzestaną na słowach czy dojdzie do rękoczynów?

środa, 25 czerwca 2014

Rozdział 15

Mijały kolejne dni. Na dworze robiło się coraz zimniej. Drobna blondyna siedziała na parapecie okna w swoim pokoju i obserwowała jak kolorowe liście ospale spadają z drzew. Minęło już trochę czasu od dnia, który spędziła w towarzystwie przystojnego blondyna. Choć wydawało jej się, że między nimi zaiskrzyło, szybko została sprowadzona na ziemie. Marco jak widać nie zamierzał się zmieniać dla jednej dziewczyny. On nie potrafił obdarować uczuciem. Nie potrafił kochać. Starała się go unikać. Było jej głupio, bo czuła się jak jego kolejna zabawka. Zabawił się i porzucił. Jak każdą. Każde wspomnienie pocałunku z nim wywoływało u niej ból. Znów wróciła stara Lena. Wredna dziewczyna, która nie potrafi okazywać uczuć. Choć je miała. Tak cholernie pokochała tego dupka. Całe życie broniła się przed tym uczuciem a teraz wreszcie ją dopadło. Dziewczyna upiła kolejny łyk gorącej kawy, którą trzymała w ręce. Ostatnio za dużo myślała. Zastanowiła się czy on się zmieni. Pragnęła tego jak żadna inna dziewczyna. Jej rozmyślanie przerwało pukanie do drzwi.
- Proszę - powiedziała niechętnie, spoglądając w kierunku miejsca z którego dochodził dźwięk
- Mogę - zapytał niepewnie blondyn
Chciał ją przeprosić. Wtedy poniosło go. Nie powinien był ją całować. Traktował ją jak młodszą siostrę. Przyjaciółkę. Nie wiedział co wtedy nim kierowało. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że tak bardzo ją skrzywdził. Czy to możliwe, że czuł wyrzuty sumienia. On nigdy nie przepraszał. Jednak teraz wiedział że musi. Czuł, że to nie będzie łatwe zadanie, gdyż blondyna strasznie się zmieniła. Znów była zimną, pozbawioną uczyć dziewczyną. Przez niego. Blondyn dobrze to wiedział. Gdy wszedł do jej pokoju, zobaczył ją. Siedziała skulona na parapecie wpatrując się w niego. Blond włosy lekko opadały jej na ramiona. W ręku trzymała kubek z logiem BVB, z nad którego unosiła się para.
- Możemy porozmawiać - zapytał
- Nie mamy o czym - powiedziała oschle odwracając twarz w stronę okna
- Chciałem Cię przeprosić - oznajmił czym sprawił że blondynka znów na niego spojrzała
- Naprawdę - powiedziała po czym wybuchła śmiechem
Marco nie bardzo rozumiał jej reakcje
- Chcesz mnie przeprosić, za to jak mnie potraktowałeś? Co miałam być kolejną twoją panienką. Jeb się Reus. Jesteś dla mnie nikim - kłamała - Możesz wyjść z mojego pokoju i zejść mi z oczu
- Ale.. - chciał coś powiedzieć jednak dziewczyna mu przerwała
- Spierdalaj, nie chce Cię widzieć! - krzyknęła
Blondyn odpuścił widząc, że to nic nie da. Dziewczyna jak mu się wydawało szczerze go nienawidziła. Jednak ona stwarzała tylko takie pozory. Nie chciała by wiedział, że jej tak bardzo na nim zależy. Po tamtym dniu spędzonym z nim i po tym jak ją potem potraktował bała się znów okazać jakieś uczucia.

***********************************************************************************

A więc udało mi się tu wreszcie coś napisać. Długością nie powala, ale nie potrafiłam nic innego wymyślić.
Treść pozostawiam do waszej oceny, którą błagam podzielcie się ze mną w komentarzach, bym wiedziała
co poprawić w kolejnych rozdziałach. Kiedy ukarze się kolejny nie mam pojęcia. Komplety
brak pomysłu. Także do zobaczenia wkrótce ;*

wtorek, 3 czerwca 2014

Rozdział 14

Burza na dworze szalała coraz mocniej. Na ciemniejącym niebie, jak cięcia mieczem, widoczne były białe błyskawice. Początkowy, delikatny pomruk przerodził się w potężne grzmoty. Siedzieliśmy właśnie z Marco przed rozpalonym kominkiem i popijaliśmy gorące kakao z bitą śmietaną, którą przygotował dla nas rudy blondyn. Prądu nadal nie było. Jedynym źródłem światła był właśnie ogień w kominku, który dawał przyjemne ciepło. Ten dzień sprawił że poznałam Marco z całkiem innej strony. Nie był już w moich oczach tylko osobą, której zależy tylko na tym żeby zaliczyć jakąś dziewczynę, ale był też osobą, która potrafi zaopiekować się drugą osobą oraz pomóc w potrzebie. Chciałbym widzieć w nim częściej właśnie tak osobę. Spojrzałam na niego. Siedział po turecku koło mnie. Światło podające na nas, rozświetlało jego smukłą, ale jakże idealnie urzeźbioną sylwetkę. Blond czupryna, zmoczona przez deszcz i rozwiana przez wiatr nie była już tak perfekcyjna jak zawsze, gdy go widzę. Jeden kosmyk swawolnie opadał na jego czoło. Uśmiechał się patrząc na tańczące płomyki ognia. Było w nim coś co ciągnęło mnie do niego a jednocześnie coś co sprawiało że bałam się nawiązać z nim jakąkolwiek relację. Jak to możliwe że dziewczyna, której w przyszłym roku pyknie dwudziestka nie miała nigdy chłopaka. Baa. Ona nawet nigdy nie była zakochana. A teraz. Czyżbym obdarzyła Marco jakimś uczuciem. Nie, Lena przecież to nie możliwe, ty nie umiesz kochać. To uczycie nie jest dla Ciebie. Ty potrafisz tylko być dla płci przeciwnej wredna i pozbawiona uczuć. To przez tego blondyna nie potrafiłaś kochać. To on tym jak traktuje dziewczyny sprawił że tak cholernie boisz się kochać. Powinnaś go za to nienawidzić a ty się w nim zakochujesz. W jego uśmiechu, który od pewnego czasu sprawia że ma motylki w brzuchu.
W jego ustach, których smak już raz poczułaś i gdyby nie strach że potraktuje Cię jak inne dziewczyny zatraciła byś się w nich jeszcze raz. W jego oczach, które tak hipnotyzują. W nim całym, tak cholernie idealnym.
- O czym tak mylisz - zapytał z uśmiechem spoglądając mi w oczy
- O tym że nie jesteś taki zły jak myślałam - uśmiechnęłam się do niego
- Czyli już nie uważasz mnie za skończonego dupka - zaśmiał  się
- Nie, chwilowo nie - powiedziałam spoglądając w jego oczy
Były niebywale piękne. Mogłabym patrzeć w nie cały czas. Burza powoli ustawała. Słychać było jeszcze głośne stukanie kropel deszczu o dach. Stwierdziliśmy że nie ma sensu dalej siedzieć i trzeba iść spać.
- Marco bo jest taki mały problem - zaczęłam nieśmiało
- Zapomniałaś piżamy - zaśmiał się
- O kurde to są jednak dwa problemy - powiedziałam ze śmiechem
- No to pierwszy już znam a ten drugi problem - powiedział
- No bo ja się boję burzy i tak sobie pomyślałam.. - nie zdążyłam dokończyć, gdyż Reus się wtrącił
- Dobra możesz spać razem ze mną - rzekł i zabawnie poruszył brwiami
- Okey, ale bez takich - zaśmiałam się
Marco tylko uśmiechnął się i podszedł do komody z której wyciągnął mi koszulkę i podał mi ją. Poszłam wziąć szybki prysznic, po którym ubrałam się w bieliznę i koszulkę Marco. Sukces. Zakrywała mi uda. Wyszłam z łazienki do pokoju. Marco paradował w samych bokserkach czekając na swoją kolej by się umyć.
-Oj Lencia przytyło się - zaśmiał się
- No nie dość że Rudy to jeszcze wredny - zaśmiałam się
Wtedy Marco podszedł do mnie. Czułam jego ciężki oddech na swoich plecach. Powoli odwrócił mnie przodem do siebie patrząc mi w oczy. Dzieliły nas centymetry. Czułam zapach jego perfum, które tak niesamowicie działają na moje zmysły. Zapach przez który nie mogłam się skupić ani racjonalnie myśleć. Nie wiem dlaczego, ale w tej chwili pragnęłam by nie dzieliła nas żadna odległość. Reus jakby czytał w moich myślach, bo zbliżył swoje usta do moich i złożył na nich delikatny pocałunek. Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Przyjemny dreszcz. Ja nie chciałam tego kończyć, mimo że tak bardzo bałam się jego bliskości. Zbliżyłam się do niego i oddałam jego pocałunek. W tej chwili jego ręce spoczęły na mojej talii, przyciągając mnie bliżej do siebie. JA wplotłam palce w jego włosy. Nasze pocałunki stawały się z każdą chwilą coraz bardziej namiętne. Z każdą chwilą chciałam go więcej, jednak musiałam się opamiętać. Oderwałam się od blondyna.
- Przepraszam - powiedział przytulając się do mnie
Uśmiechnęłam się tylko do niego. Marco gładził mnie po włosach jedną ręką, drugom cały czas mnie trzymał, jak gdyby bał się, że ucieknę. Ale nie zamierzałam tego zrobić.
 ********************************************************************************************************

Wiem krótki, ale naprawdę nie mam kiedy napisać nic dłuższego ;)
Mam nadzieję że od tego weekendu będę miała więcej czasu by napisać coś konkretnego ;*
Dziękuje za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem ;* 
Rozdział zostawiam do waszej oceny ;)
 

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Przeprosiny

Wiem nawaliłam. Bardzo dawno nic tu nie dodałam, ale nie mam w ogóle czasu by cokolwiek tu napisać. Wszystko co napisze wydaje mi się kompletnie bez sensu i od razu jest kasowane. Postaram się jutro dodać chodź krótki rozdział, bo pytacie kiedy nowy. Myślę że od tego weekendu będę mieć już więcej czasu by pisać i wreszcie zacznę dodawać rozdziały na czas. Jeszcze raz bardzo was przepraszam ;*
Pozdrawiam ;*