sobota, 5 lipca 2014

Rozdział 17

 * Lena *

Pod posesją Marco byliśmy po jakimś kwadrancie. Mario zaparkował pod jego bramą i skierowaliśmy się w stronę domu gospodarza. Już na dworze było słychać głośną muzykę. Przed drzwiami stał Roman wraz z Mo palący fajkę. Przywitaliśmy się z nimi i weszliśmy do środka. Reus gdy tylko nas zobaczył podszedł by się przywitać. Jednak gdy chciał mi coś powiedzieć ruszyłam w innym kierunku zostawiając go samego. Poszłam do kuchni gdzie spotkałam Roberta.
- Masz - powiedział podając mi kolorowego drinka
- Mam nadzieję że jest lepszy od tego, który zaserwowałeś mi na ostatniej imprezie - zaśmiałam się
- Mam nadzieję że ten nie wyląduje na mojej koszuli - zaśmiał się brunet ukazując tym samym słodkie dołeczki w swoich policzkach
Rozmawialiśmy chwilę. Dołączyła do nas również Ania. Popijaliśmy drinki bawiąc się doskonale. Muszę przyznać że zaczynało nam szumieć w głowie. Pewnie siedzielibyśmy tam dalej gdyby nie zawołał nas Reus. Wszedł na stół prosząc wszystkich o uwagę
- Otóż zebrałem was tutaj aby kogoś przedstawić - powiedział zadowolony - Oto moja dziewczyna Eva - dokończył pomagając dziewczynie stanąć obok niego
W pomieszczeniu zapanowała cisza. NIkt nie mógł uwierzyć w to co usłyszał.
- Wygląda jak szmata. Podobną wycierałam dziś podłogę - wypaliłam tak że wszyscy się na mnie spojrzeli
Robert zaczął się śmiać a Ania ledwo powstrzymując śmiech próbowała go uspokoić. Na marne bo w ślady Lewandowskiego poszło większość zgromadzonych
- Coś ty powiedziała - krzyknęła porządnie wkurzona Eva
- To że wyglądasz jak urodzona kurwa. Skąd Marco Cię wziął? Z zakrętu? - zapytałam ze śmiechem
Byłam wściekła. Ta wredna małpa odbiła mi Marco. To jej nie ujdzie płazem.
- Chyba się rozpędziłaś dziewczynko - powiedziała Eva próbując zejść ze stołu
- Chyba nie - rzekłam i pociągnęłam ją za rękę tak, że gdyby Marco jej nie złapał pewnie spadła by na ziemię obijając przy okazji swój wytapetowany ryj
- Dziewczyny uspokójcie się - próbował nas rozdzielić Reus
- Zamknij się ty męska dziwko - krzyknęłam do niego
Nerwy mi puściły i z całej siły wymierzyłam Evie cios w policzek. Ta dostała szału i rzuciła się na mnie z pięściami. Za chwilę leżałyśmy na ziemi wymierzając sobie ciosy. Gdyby nie Reus i Mo, którzy nas od siebie odciągnęli chyba bym tą sukę zabiła. Jedno jest już pewne przyjaciółkami nie zostaniemy. 
- Chodź Lena. Pójdziemy się przejść może trochę ochłoniesz - powiedział z troska Moritz
- Okey. Ale z nią jeszcze nie skończyłam - powiedziałam i wyszłam razem z Mo z posesji Reusa
Widziałam na sobie wrogie spojrzenie Evy. Ta wredna małpa zapłaci mi za to.

***********************************************************************************

Tak jakoś naszła mnie wena i napisałam wczoraj wieczorem kolejny rozdział ;D
Lena znów pokazała pazur ;3 
                                                        Jak myślicie dojdzie do kolejnych konfrontacji dziewczyn?  

Eva Bursche - Nowa dziewczyna Marco Reus. Leci na jego kasę i sławę.
 Po imprezie u Reusa Utrudnia życie Lenie w którą uważa za swoją rywalkę.

środa, 2 lipca 2014

Rozdział 16

Blondyn szedł do domu rozmyślając nad tym co ostatnio dzieje się w jego życiu. Od czasu, gdy pocałował Lenę czuł wyrzuty sumienia. Była jedyną dziewczyną przez którą tak się czuł. Nie powinien był tego robić wiedząc że nic do niej nie czuje. On wolał mieć każdej nocy inną. Już sam nie wiedział ile dziewczyn w tym miesiącu przewinęło się przez jego sypialnie, ale jemu to nie przeszkadzało. Uwielbiał bawić się uczuciami dziewczyn. A to wszystko przez jedno wydarzenie, które tak bardzo zmieniło życie blondyna. W jednej chwili stracił coś na czym mu zależało. Teraz był pozbawionym uczyć, ale w głowie miał genialny plan. Chciał pokazać wszystkim, że on Marco Reus, potrafi się ustatkować. Była jedna dziewczyna z którą sypiał jakiś  czas. Postanowił, że to ona idealnie nada się do jego intrygi. Postanowił, że będzie grał idealnego chłopaka. Każdy będzie myślał że Marco się zmienił jednak on będzie miał inne na boku. Wyciągnął telefon i wybrał numer do Evy.
- Hej kochanie. Mogłabyś wpaść do mnie za pół godziny? - zapytał najładniej jak potrafił
- Jasne - odpowiedziała po czym blondyn rozłączył się
Można by rzec, że oboje są siebie warci. On chce ją wykorzystać by pokazać innym że umie kochać jedną osobę. Ona chce jego pieniędzy i bycia na pierwszych stronach gazet. Duet idealny. Marco uśmiechnął się do siebie ruszając w dalszą drogę. Gdy dotarł do domu zapomniał już o swoich wyrzutach sumienia względem Leny. Teraz liczyło się tylko to by dobrze grać. Parę minut później w jego mieszkaniu pojawiła się Eva. Marco podszedł do niej i namiętnie ją pocałował
- Tak bardzo za tobą tęskniłem - kłamał jak z nut
- Jak za tobą też - odpowiedział mu dziewczyna z promiennym uśmiechem
- Ostatnio wiele o nas myślałem i doszedłem do wniosku że jesteś dla mnie bardzo ważna. Zostaniesz moją dziewczyną - spytał patrząc jej w oczy
- Tak - zapiszczała dziewczyna rzucając się mu na szyję
Oboje dopięli swego. Marco zachłannie wpił się w usta dziewczyny i ruszył w kierunku jego sypialni, pozbawiając po drodze dziewczynę ubrań. Ona nie zostawała mu dłużna. Gdy dotarli do sypialnie opadli na łóżko zatracając się w sobie.
W tym samym czasie Lena po raz kolejny tego dnia kłóciła się Mario. Ta dwójka ostatnio nie może zamienić z sobą kilku zdań bez kłótni. W ich domu panuje napięta atmosfera, czego nie polepszy to czego dowiedzą się dziś. Marco przed chwilą wysłał do nich SMS z zaproszeniem na imprezę, która miała odbyć się dziś wieczorem u niego. Blondynka nie miała ochoty patrzeć na Marco, ale imprezy by nie przepuściła. Postanowiła powoli zacząć się szykować. Wzięła odprężającą kąpiel po której ubrała się w czerwoną sukienkę. Później delikatnie pofalowała swoje włosy i pomalowała się. Następnie zeszła na dół gdzie czekali już na nią Mario i Wiki. Założyła szpilki i wyszła z domu zamykając go.

***********************************************************************************
 Taka niespodzianka xd
Jak myślicie jak zareaguje Lena gdy dowie się o nowej dziewczynie Marco?
Czy dziewczyny może tylko zaprzestaną na słowach czy dojdzie do rękoczynów?

środa, 25 czerwca 2014

Rozdział 15

Mijały kolejne dni. Na dworze robiło się coraz zimniej. Drobna blondyna siedziała na parapecie okna w swoim pokoju i obserwowała jak kolorowe liście ospale spadają z drzew. Minęło już trochę czasu od dnia, który spędziła w towarzystwie przystojnego blondyna. Choć wydawało jej się, że między nimi zaiskrzyło, szybko została sprowadzona na ziemie. Marco jak widać nie zamierzał się zmieniać dla jednej dziewczyny. On nie potrafił obdarować uczuciem. Nie potrafił kochać. Starała się go unikać. Było jej głupio, bo czuła się jak jego kolejna zabawka. Zabawił się i porzucił. Jak każdą. Każde wspomnienie pocałunku z nim wywoływało u niej ból. Znów wróciła stara Lena. Wredna dziewczyna, która nie potrafi okazywać uczuć. Choć je miała. Tak cholernie pokochała tego dupka. Całe życie broniła się przed tym uczuciem a teraz wreszcie ją dopadło. Dziewczyna upiła kolejny łyk gorącej kawy, którą trzymała w ręce. Ostatnio za dużo myślała. Zastanowiła się czy on się zmieni. Pragnęła tego jak żadna inna dziewczyna. Jej rozmyślanie przerwało pukanie do drzwi.
- Proszę - powiedziała niechętnie, spoglądając w kierunku miejsca z którego dochodził dźwięk
- Mogę - zapytał niepewnie blondyn
Chciał ją przeprosić. Wtedy poniosło go. Nie powinien był ją całować. Traktował ją jak młodszą siostrę. Przyjaciółkę. Nie wiedział co wtedy nim kierowało. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że tak bardzo ją skrzywdził. Czy to możliwe, że czuł wyrzuty sumienia. On nigdy nie przepraszał. Jednak teraz wiedział że musi. Czuł, że to nie będzie łatwe zadanie, gdyż blondyna strasznie się zmieniła. Znów była zimną, pozbawioną uczyć dziewczyną. Przez niego. Blondyn dobrze to wiedział. Gdy wszedł do jej pokoju, zobaczył ją. Siedziała skulona na parapecie wpatrując się w niego. Blond włosy lekko opadały jej na ramiona. W ręku trzymała kubek z logiem BVB, z nad którego unosiła się para.
- Możemy porozmawiać - zapytał
- Nie mamy o czym - powiedziała oschle odwracając twarz w stronę okna
- Chciałem Cię przeprosić - oznajmił czym sprawił że blondynka znów na niego spojrzała
- Naprawdę - powiedziała po czym wybuchła śmiechem
Marco nie bardzo rozumiał jej reakcje
- Chcesz mnie przeprosić, za to jak mnie potraktowałeś? Co miałam być kolejną twoją panienką. Jeb się Reus. Jesteś dla mnie nikim - kłamała - Możesz wyjść z mojego pokoju i zejść mi z oczu
- Ale.. - chciał coś powiedzieć jednak dziewczyna mu przerwała
- Spierdalaj, nie chce Cię widzieć! - krzyknęła
Blondyn odpuścił widząc, że to nic nie da. Dziewczyna jak mu się wydawało szczerze go nienawidziła. Jednak ona stwarzała tylko takie pozory. Nie chciała by wiedział, że jej tak bardzo na nim zależy. Po tamtym dniu spędzonym z nim i po tym jak ją potem potraktował bała się znów okazać jakieś uczucia.

***********************************************************************************

A więc udało mi się tu wreszcie coś napisać. Długością nie powala, ale nie potrafiłam nic innego wymyślić.
Treść pozostawiam do waszej oceny, którą błagam podzielcie się ze mną w komentarzach, bym wiedziała
co poprawić w kolejnych rozdziałach. Kiedy ukarze się kolejny nie mam pojęcia. Komplety
brak pomysłu. Także do zobaczenia wkrótce ;*

wtorek, 3 czerwca 2014

Rozdział 14

Burza na dworze szalała coraz mocniej. Na ciemniejącym niebie, jak cięcia mieczem, widoczne były białe błyskawice. Początkowy, delikatny pomruk przerodził się w potężne grzmoty. Siedzieliśmy właśnie z Marco przed rozpalonym kominkiem i popijaliśmy gorące kakao z bitą śmietaną, którą przygotował dla nas rudy blondyn. Prądu nadal nie było. Jedynym źródłem światła był właśnie ogień w kominku, który dawał przyjemne ciepło. Ten dzień sprawił że poznałam Marco z całkiem innej strony. Nie był już w moich oczach tylko osobą, której zależy tylko na tym żeby zaliczyć jakąś dziewczynę, ale był też osobą, która potrafi zaopiekować się drugą osobą oraz pomóc w potrzebie. Chciałbym widzieć w nim częściej właśnie tak osobę. Spojrzałam na niego. Siedział po turecku koło mnie. Światło podające na nas, rozświetlało jego smukłą, ale jakże idealnie urzeźbioną sylwetkę. Blond czupryna, zmoczona przez deszcz i rozwiana przez wiatr nie była już tak perfekcyjna jak zawsze, gdy go widzę. Jeden kosmyk swawolnie opadał na jego czoło. Uśmiechał się patrząc na tańczące płomyki ognia. Było w nim coś co ciągnęło mnie do niego a jednocześnie coś co sprawiało że bałam się nawiązać z nim jakąkolwiek relację. Jak to możliwe że dziewczyna, której w przyszłym roku pyknie dwudziestka nie miała nigdy chłopaka. Baa. Ona nawet nigdy nie była zakochana. A teraz. Czyżbym obdarzyła Marco jakimś uczuciem. Nie, Lena przecież to nie możliwe, ty nie umiesz kochać. To uczycie nie jest dla Ciebie. Ty potrafisz tylko być dla płci przeciwnej wredna i pozbawiona uczuć. To przez tego blondyna nie potrafiłaś kochać. To on tym jak traktuje dziewczyny sprawił że tak cholernie boisz się kochać. Powinnaś go za to nienawidzić a ty się w nim zakochujesz. W jego uśmiechu, który od pewnego czasu sprawia że ma motylki w brzuchu.
W jego ustach, których smak już raz poczułaś i gdyby nie strach że potraktuje Cię jak inne dziewczyny zatraciła byś się w nich jeszcze raz. W jego oczach, które tak hipnotyzują. W nim całym, tak cholernie idealnym.
- O czym tak mylisz - zapytał z uśmiechem spoglądając mi w oczy
- O tym że nie jesteś taki zły jak myślałam - uśmiechnęłam się do niego
- Czyli już nie uważasz mnie za skończonego dupka - zaśmiał  się
- Nie, chwilowo nie - powiedziałam spoglądając w jego oczy
Były niebywale piękne. Mogłabym patrzeć w nie cały czas. Burza powoli ustawała. Słychać było jeszcze głośne stukanie kropel deszczu o dach. Stwierdziliśmy że nie ma sensu dalej siedzieć i trzeba iść spać.
- Marco bo jest taki mały problem - zaczęłam nieśmiało
- Zapomniałaś piżamy - zaśmiał się
- O kurde to są jednak dwa problemy - powiedziałam ze śmiechem
- No to pierwszy już znam a ten drugi problem - powiedział
- No bo ja się boję burzy i tak sobie pomyślałam.. - nie zdążyłam dokończyć, gdyż Reus się wtrącił
- Dobra możesz spać razem ze mną - rzekł i zabawnie poruszył brwiami
- Okey, ale bez takich - zaśmiałam się
Marco tylko uśmiechnął się i podszedł do komody z której wyciągnął mi koszulkę i podał mi ją. Poszłam wziąć szybki prysznic, po którym ubrałam się w bieliznę i koszulkę Marco. Sukces. Zakrywała mi uda. Wyszłam z łazienki do pokoju. Marco paradował w samych bokserkach czekając na swoją kolej by się umyć.
-Oj Lencia przytyło się - zaśmiał się
- No nie dość że Rudy to jeszcze wredny - zaśmiałam się
Wtedy Marco podszedł do mnie. Czułam jego ciężki oddech na swoich plecach. Powoli odwrócił mnie przodem do siebie patrząc mi w oczy. Dzieliły nas centymetry. Czułam zapach jego perfum, które tak niesamowicie działają na moje zmysły. Zapach przez który nie mogłam się skupić ani racjonalnie myśleć. Nie wiem dlaczego, ale w tej chwili pragnęłam by nie dzieliła nas żadna odległość. Reus jakby czytał w moich myślach, bo zbliżył swoje usta do moich i złożył na nich delikatny pocałunek. Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Przyjemny dreszcz. Ja nie chciałam tego kończyć, mimo że tak bardzo bałam się jego bliskości. Zbliżyłam się do niego i oddałam jego pocałunek. W tej chwili jego ręce spoczęły na mojej talii, przyciągając mnie bliżej do siebie. JA wplotłam palce w jego włosy. Nasze pocałunki stawały się z każdą chwilą coraz bardziej namiętne. Z każdą chwilą chciałam go więcej, jednak musiałam się opamiętać. Oderwałam się od blondyna.
- Przepraszam - powiedział przytulając się do mnie
Uśmiechnęłam się tylko do niego. Marco gładził mnie po włosach jedną ręką, drugom cały czas mnie trzymał, jak gdyby bał się, że ucieknę. Ale nie zamierzałam tego zrobić.
 ********************************************************************************************************

Wiem krótki, ale naprawdę nie mam kiedy napisać nic dłuższego ;)
Mam nadzieję że od tego weekendu będę miała więcej czasu by napisać coś konkretnego ;*
Dziękuje za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem ;* 
Rozdział zostawiam do waszej oceny ;)
 

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Przeprosiny

Wiem nawaliłam. Bardzo dawno nic tu nie dodałam, ale nie mam w ogóle czasu by cokolwiek tu napisać. Wszystko co napisze wydaje mi się kompletnie bez sensu i od razu jest kasowane. Postaram się jutro dodać chodź krótki rozdział, bo pytacie kiedy nowy. Myślę że od tego weekendu będę mieć już więcej czasu by pisać i wreszcie zacznę dodawać rozdziały na czas. Jeszcze raz bardzo was przepraszam ;*
Pozdrawiam ;*

wtorek, 13 maja 2014

Rozdział 13

Mimo wczesnej pory na dworze było bardzo jasno. Szliśmy ulicami Dortmundu nigdzie się nie spiesząc.  Mijali nas ludzie, którzy spieszyli się do pracy, dzieci, które szły do szkoły. Tylko my wolnym krokiem przemierzaliśmy miasto bez celu. Spojrzałam na Marco. Widać było po nim że się nie wyspał. Ale w końcu to on chciał tak szybko wyjść.
 - Jadłaś już śniadanie? - zapytał mnie
 - Tak - powiedziałam uśmiechając się do niego
 - Ja nie zdążyłem, więc chodźmy do jakiejś knajpki. Ja coś zjem a ty napijesz się czegoś - rzekł uśmiechnięty
 - No dobra niech ci będzie grubasku - powiedziałam śmiejąc się
 - Jaki grubasku, to są same mięśnie - rzekł poważnie i podniósł swoją koszulę bym mogła zobaczyć jego idealnie wyrzeźbiony tors
Spowodował tym pisk młodych dziewczyn, które właśnie nas mijały. Oczywiście potem musiałam im zrobić zdjęcie z chwalusiem Marco. Dalsza droga minęła nam w spokoju. Po 15 minutach spaceru siedzieliśmy w naszym ulubionym bistro. Marco zamówił sobie śniadanie a ja gorąca czekoladę. Podziwiałam się że byłam wstanie wstać o tak wcześniej porze. Patrzyłam jak siedzący naprzeciwko mnie Reus konsumuje posiłek. Jego idealna buźka, która teraz była skupiona na jedzeniu wyglądała cudownie. Gdy zauważył że mu się przyglądam uśmiechnął się do mnie. Gdy skończył jeść śniadanie ja dopiłam szybko mój napój, zapłaciliśmy i wyszliśmy z pomieszczenia.
- To co robimy teraz? - zapytałam
- Skoczymy zrobić jakieś zakupy bo u mnie lodówka świeci pustkami - rzekł z zacieszem
- Okey niech ci będzie - odpowiedziałam
Ruszyliśmy w kierunku sklepu spożywczego. Gdy weszliśmy do środka była tam może tylko jedna osoba. Marco wziął wózek i zaczęliśmy robić zakupy. Oczywiście prócz rzeczy potrzebnych w wózku znalazło się pełno rzeczy bez, których szło by się obejść. Na przykład batoniki, czekolady, żelki, popcorn, ciastka, jakieś napoje i kup innych niezdrowych rzeczy.
 - I niech mi ktoś teraz powie że sportowcy zdrowo się odżywiają - zaśmiałam się z niego
- No Robciu się odżywiania zdrowo - powiedział najpoważniej jak mógł ja tam dobrze wiedziałąm że chłopacy z tego powodu mają z Lewandowskiego z szatni niezłą polewkę
 - No tak bo Ania mu nie pozwala inaczej. Same warzywa jak królik. Piękny i boski Królik Lewandowski - odpowiedzialam
 - Ale z ciebie złośliwa małpa - rzekł śmiejąc się
- Uczę się od najlepszych - odrzekłam pokazując mu język
I tak jakoś zaczęliśmy się przepychać że Marco wylądował na puszkach kukurydzy, które rozsypały się na prawie cały sklep. Zaczęłam zwijać się ze śmiechu widząc przerażoną miną Marco.
 - Szybko spierdalamy stąd - szepnął mi gdy podniósł się.
 No więc wzięłam nasz wózek i pojechaliśmy do kasy zapłacić. Kasjerka chyba wiedziała że ten kukurydziany rozpiździel na sklepie to nasza sprawka, gdyż nie patrzyła na nas pogodnym wzrokiem. Szybko spakowaliśmy zakupy i pędem opuściliśmy sklep. Z zakupami w rękach i uśmiechem na ustach ruszyliśmy do domu mojego dzisiejszego towarzysza.
 - Marco nigdy bym nie pomyślała że lecisz na kukurydzę - mówiłam
- Milcz - rzekł śmiejąc się Reus
- Może następnym razem założymy się o to czy na jednej imprezie, zaliczysz dwie puszki z kukurydzą - powiedziałam na co oboje wybuchliśmy śmiechem. Była dopiero 9:36. Odnieśliśmy zakupy do kuchni blondyna.  Zrobiliśmy sobie kawę i udaliśmy się do salonu. Marco wziął jedną czekoladę do zjedzenia. Ja włączyłam Tv i zaczęliśmy oglądać Trudne Sprawy.
- My byśmy się tam nadawali - zaśmiał się Rudasek
- Z twoim udziałem musieli by to puścić po 22 - zaśmiałam się
- Dlaczemu? - zapytał robiąc smutną minę
- Domyśl się geniuszu - powiedziałam i znacząco poruszyłam brwiami co wywołało śmiech u Rudasa.
- No, ale wiesz mógł bym być tym niemieckim Dariuszem - rzekł śmiejąc się
- Wiesz jakoś nie chciała bym cię spotkać w wannie - powiedziałam za co dostałam od Reusa łokciem w bok.
- Ja Cię już kiedyś spotkałem - powiedział na co oboje zaczęliśmy się śmiać wspominając pamiętną imprezę u Humiego.
Południe mijało nam w miłej atmosferze. Obejrzeliśmy jakiś film i właśnie mieliśmy się zabierać za zrobienie obiadu. Wyjęliśmy wszystkie potrzebne składniki i zaczęliśmy przygotowywać zapiekankę. Po nie całej godzinie starannego krojenia, gotowania makaronu i tarcia sera efekt naszych wypocin wylądował w pierniku. W czasie gdy danie miało się piec my postanowiliśmy posprzątać trochę kuchnię. Nie było to proste, ale jakoś nam się udało. Później ja nakryłam do stołu a Reus szukał czegoś do picia. Wreszcie udało mu się wygrzebać z szafy jakiś sok pomarańczowy. Gdy skończyliśmy można było już wyciągnąć z pieca nasz obiad. Ubrałam więc rękawice i ostrożnie wyjęłam zapiekankę. Reus w tym samym czasie naszykował na stolę deskę, na której będę mogła położyć gorące danie. Po chwili już konsumowaliśmy posiłek. Muszę przyznać że nie wyszło to tak źle. następnie pozmywaliśmy i postanowiliśmy udać do do kręgielni. Jak się okazało Marco był w swoim żywiole. Widać że bardzo lubił grać w kręgle.
Ja siedziałam przy stoliku popijając sok porzeczkowy i podziwiałam jak mój towarzysz cieszy się jak dziecko gdy uda mu się zbić prawie wszystkie kręgle. Byłam wpatrzona w jego idealne ciało, idealny uśmiech. Śliczne włosy jak zawsze starannie ułożone, modnie ubrany, zawsze ładnie pachnący. Tak to cały Marco. Szyło by się w nim zakochać, gdybym tylko nie wiedziała jak on traktuje dziewczyny to kto wie. Po chwili były blondyn usiadł koło mnie.
- O czym tak myślisz? - Zapytał
- Tak o wszystkim i o niczym - rzekłam i posłałam mu promienny uśmiech
- Chodź zagramy razem - powiedział wstając i podając mi rękę
- Ale ja nie umiem grać - zaśmiałam się
- Nauczę Cię - powiedział i pociągnął mnie w swoim kierunku
Nie miałam innego wyjścia jak zagrać z nim. Muszę przyznać że gra w kręgle wcale nie jest taka trudna. Udało mi się parę razy nawet zbić wszystkie kręgle z czego cieszyłam się może nawet bardziej niż Marco. Graliśmy jakieś dwie godziny, gdy stwierdziliśmy że pora na coś innego. Było dopiero kilka minut po 18.
- To co robimy teraz? - zapytałam
- Niespodzianka - powiedział
Gdy wyszliśmy z kręgielni zawiązał mi oczy chustką. Szliśmy nie za bardzo wiedziałam gdzie, bo w końcu trudno widzieć cokolwiek gdy ma się  zawiązane oczy. Weszliśmy do jakiegoś budynku i pokonaliśmy bardzo dużo schodów. Nagle poczułam jak w twarz uderza mi chłodne powietrze co znaczyło że znów jesteśmy na dworze.
- Uważaj - powiedział i stanął za mną obejmując mnie w pasie
To nie było całkiem do niego podobne. Ściągnął mi chustkę z oczów i oniemiałam. Przede mną rozciągała się cudowna panorama mojego ukochanego miasta jakim jest Dortmund. Spojrzałam w dół. Staliśmy na brzegu dachu jakiegoś wieżowca. Szczerze nie mogłam napatrzeć się na ten nieziemski widok jaki ukazywał się moim oczom.
- Pamiętam jak kiedyś powiedziałaś mi że lubisz oglądać zachód słońca, więc postanowiłem Cię tu wziąć i pokazać Ci ten - rzekł kładąc głowę na moim ramieniu
- Dziękuje - powiedziałam
- Chodź usiądziemy sobie - rzekł i ściągnął bluzę, by położyć ją na betonie gdzie mieliśmy usiąść
Usiadłam koło niego i wtedy mogłam dokładnie przyjrzeć się tatuażom, które zdobiły jego rękę.
- Podobają Ci się - zapytał, tym samym wyrywając mnie z zamyślenia
- Bardzo - powiedziałam uśmiechając się - Zawsze chciałam mieć jakiś, ale nie odważyłam się nigdy sobie żadnego zrobić
- To chodź, zawiozę Cię do gościa, który zawsze mi robi tatuaże. Zna się na tym - powiedział przyglądając mi się
- No nie wiem - powiedziałam nie pewnie
- Na pamiątkę tego dnia, który spędziliśmy w dwójkę świetnie się bawiąc - rzekł uśmiechnięty
- No okey - zaśmiałam się - Ale to nie będzie boleć?
- Nie - opowiedział - jak coś to będę cię trzymał za rękę - dodał po chwili
Ostatni raz spojrzałam na panoramę Dortmundu i ruszyliśmy w stronę studia z tatuażem. Szliśmy zatłoczonymi ulicami Dortmundu. Na dworze powoli ściemniało się. Nawet nie wiem kiedy dotarliśmy pod cel naszej wyprawy. Weszliśmy do środka. Marco przywitał się z właścicielem studia. Powiedział mu że chciała bym zrobić sobie jakiś drobny tatuaż, a że akurat nikogo nie było to odrazu bez czekania mogłam go sobie wykonać.   Opisałam mu jak ma on wyglądać i koleś zabrał się do pracy. Widziałam kątem oka Reus, który siedział wygodnie na fotelu i przyglądał się mi. Uśmiechnęłam się do niego co on zaraz odwzajemnił. Po niecałej godzinie tatuaż był gotowy. Muszę przyznać że był piękny. Chciałam zapłacić tatuażyście za wykonaną pracę jednak Reus mnie wyprzedził. Gdy wyszliśmy z studia rzekłam
- Nie musisz za mnie płacić, mam swoje pieniądze i mogłam sama to zrobić - gorączkowałam się
- Nie marudź mi tu. On ma Ci o mnie przypominać - rzekł i złapał mnie za rękę
Szliśmy tak nie odzywając się, aż doszliśmy do parkingu, gdzie zaparkowany był samochód Reusa.
- A teraz ostatni cel naszej podróż - powiedział
- Mogę wiedzieć gdzie jedziemy - spytałam go z uśmiechem
- Niespodzianka - szepnął mi na ucho i otworzył drzwi do samochodu
Jechaliśmy miło rozmawiając i śmiejąc się co chwilę. Jeszcze nigdy nie spędziłam tak przyjemnie czasu z tym osobnikiem. Pokazał dziś że nie tylko jest dupkiem, który potrafi wykorzystywać dziewczyny, ale potrafi być też troszkę romantyczny. Po ponad pół godzinnej jeździe byliśmy nad jakimś jeziorem. Nie był to ten staw, nad którym byłam z Tomkiem.
- Widzisz ten domek niedaleko jeziora i ten jacht? - zapytał pokazując na wymieniane rzeczy
- Tak widzę - rzekłam
- No więc są moje, podobnie jak całe to wszystko co widzisz - rzekł - tu zawsze przyjeżdżałem z rodzicami jak byłem mały - opowiadał przytulając się do mnie
Później zabrał mnie nad brzeg, gdzie usiedliśmy ze spokojem. Tak chylił się ku końcowi dzień, który calutki miałam spędzić z Marco. Był wieczór. Na dworze robiło się coraz zimniej. Na ręce wyszła mi gęsia skórka.
Marco musiał to zauważyć bo otulił mnie swoją bluzą.
- Dziękuje - powiedziałam
- Nie ma za co - rzekł i wysłał mi uśmiech, który natychmiast odwzajemniłam
Siedzieliśmy jakiś czas rozmawiając i wpatrując się w gładką tafle wody na jeziorze. Może trwalibyśmy tak dłużej gdyby nie to że na dworze rozpętała się ogromna wichura. Zanosiło się na burze. Niebo zachmurzyło się zasłaniając przy tym wszystkie gwiazdy. NA dworze zrobiło się szaro. Wiatr szalał wyginając gałęzie drzew. Powoli zaczynało również padać.
- Chodź szybko do domu, nie będziemy wracać w taką pogodę - krzyknął Marco i złapał mnie za rękę ciągnąc za sobą. Gdy tylko wpadliśmy do domu i zamknęliśmy za sobą drzwi na dworze rozpadało się na dobre. Wysłałam tylko SMS do Mario że nie wiem czy wrócą na noc do domu i dołączyłam do Marco, który właśnie rozpalał ogień w kominku. Burza rozszalała się na dobre i  za chwilę pozbawiła nas prądu. Czułam że czeka nas długa noc.

********************************************************************************************

Wiem rozdział kompletnie o niczym ;c
Na wasze życzenie postanowiłam ocieplić troszkę relacje Marco-Lena ;*
Nie wiem na jak długo, ale jest ;)
W końcu udało mi się napisać też dłuższy rozdział ;D
Oddaje go w wasze ręce i liczę na ocenę w komentarzach, które strasznie motywują do dalszego pisania ;) 
 

środa, 7 maja 2014

Rozdział 12

(Nasze twarze były bardzo blisko siebie. Marco jeszcze zmniejszył tą odległość i wtedy....)

Ponownie szepnął mi na ucho
- Kocie szykuj się, jutro o 7 jestem po Ciebie - rzekł i zostawił mnie na środku parkietu w totalnym osłupieniu. Gdy oddalał się odwrócił się tylko na chwilę i pokazał dwa palce, co oznaczało że zaliczył dwie panienki i przegrałam zakład. Szybko odwróciłam wzrok od blondyna i udałam się do kuchni, gdzie Lewy właśnie robił degustacje drinków. 
- Lena co powiesz na tego drinka - zapytał mnie zalany w trzy dupy Lewandowski
Wzięłam od niego szklankę i tajemniczym drinkiem i upiłam łuk, który natychmiast wylądował na śnieżnobiałej koszuli Polaka. 
- Co to kurwa jest - wrzasnęłam tak że obudziłam Kubę, który tak się wystraszył że wypuścił z ręki swoje pół litra. To stłukło się. Biedny Kuba zaczął płakać że zabił swoją żonę, zbierając kawałki szkła z podłogi. 
- Moja koszula - zaczął płakać Lewy - a to był mój nowy drink: Wódka, Wino i Piwo. Zobacz jak zniszczyłaś mi bluzkę - rozbeczał się na dobre 
- Boże jacy Ci Polacy sentymentalni. Jeden płacze, bo stłukła mu się flaszka, drugi bo ma brudną koszulę - rzekłam śmiejąc się pod nosem i wyszłam z kuchni  zostawiając tą marzącą się dwójkę samą. 
W salonie nie zastałam lepszej sytuacji niż w kuchni. Na środku salonu leżały drzwi, które wcześniej wyważył mój brat a na nich smacznie spał Piszczu. Wtedy do głowy przyszedł mi szatański plan. 
- Myślisz o tym samym co ja - zapytał mnie znajomy głos zza pleców 
- Chyba tak - powiedziałam odwracając się z zacieszem na twarzy do blondyna. 
Wzięliśmy pastę do zębów i wysmarowaliśmy mu całą twarz a potem obkleiliśmy to dokładnie płatkami kukurydzianymi. NA koniec wzięłam szminkę i zrobiłam mu na szyi parę śladów. Ewa gdy tylko go zobaczyła wybuchła śmiechem i  poleciała po aparat żeby to uwiecznić. Mario i Wiki już pewnie jakiś czas temu wrócili do domu, więc ja też postanowiłam się zmywać. Reus stwierdził podobnie więc razem wyszliśmy z posesji Piszczków i pokierowaliśmy się w kierunku domu. Reus uparł się że mnie odprowadzi pod sam dom. Było już coś po 1. Dortmund nocą wyglądał cudownie. Uwielbiałam nocne spacery po tym mieście. Marco uśmiechnął się do mnie. 
- Nie mogę uwierzyć że taka ładna dziewczyna nie miała jeszcze chłopaka - powiedział zatrzymując się
- No widzisz. Jakoś tak wyszło i chyba się to raczej szybko nie zmieni - powiedziałam stając na przeciwko blondyna 
- A ten twój nowy kolego? - Zapytał niepewnie
- Tomek? - spytałam chodź  dobrze wiedziałam że to właśnie o niego chodzi 
- Tak - odpowiedział 
- Tomek to mój przyjaciel. Świetnie się czuje w jego towarzystwie, ale to tylko przyjaciel - powiedziałam patrząc w śliczne tęczówki Reus, które jakby w tym momencie mnie zahipnotyzowały. Czy to możliwe by czyjeś oczy tak na mnie działały. 
- Daj łapę - powiedział Marco z uśmiechem i splótł nasze dłonie.
  Ja tylko uśmiechnęłam się w jego kierunku. Czułam w tym momencie coś dla mnie całkiem obcego. Gdy szliśmy tak ulicami Dortmundu trzymając się za ręce w moim brzuchy chyba zadomowiło się stado motyli. 
- Jutro spędzimy razem calutki dzień - rzekł uśmiechając się do mnie
- Wiem i zaczynam się bać - odpowiedziałam ze śmiechem 
- Nie masz czego. Jestem całkiem nieszkodliwy - powiedział poruszając znacząco brwiami na co ja wybuchłam śmiechem 
- Powiedzmy że Ci ufam - powiedziałam  
Dalej szliśmy milcząc. Gdy doszliśmy do domu pożegnaliśmy się i pobiegłam do domu. Wzięłam szybki prysznic i już po chwili byłam w łóżku. Na wyświetlaczu pojawił się SMS. Był od Marco. 
Nie zapomnij jutro o 7 jestem po Ciebie. Słodkich snów :*
Szybko mu odpisałam.
Nie martw się nie zapomnę. Nawzajem ;*  
Odłożyłam telefon i nim się zorientowałam smacznie spałam. 
      Kolejnego dnia obudził mnie budzik. Była 6:10. Miałam nie całą godziną do przyjścia Reusa. Szybko wybrałam sobie ciuchy i pobiegłam wziąć prysznic. Potem szybko uczesałam się i zrobiłam lekki makijaż. Zeszłam na dół zjadłam szybkie śniadanie i o 6:55 byłam gotowa do wyjścia. Reus był punktualny i o godzinie 7 wyruszyliśmy na podbój Dortmundu. 

*******************************************************************************************************

Strasznie was przepraszam że tak dawno nic tu nie dodałam, ale nie mam w ogóle czasu żeby pisać ;c
Mam nadzieję że teraz już nie będzie takich długich przerw ;)
Życzę miłego czytania ;**