poniedziałek, 2 czerwca 2014

Przeprosiny

Wiem nawaliłam. Bardzo dawno nic tu nie dodałam, ale nie mam w ogóle czasu by cokolwiek tu napisać. Wszystko co napisze wydaje mi się kompletnie bez sensu i od razu jest kasowane. Postaram się jutro dodać chodź krótki rozdział, bo pytacie kiedy nowy. Myślę że od tego weekendu będę mieć już więcej czasu by pisać i wreszcie zacznę dodawać rozdziały na czas. Jeszcze raz bardzo was przepraszam ;*
Pozdrawiam ;*

wtorek, 13 maja 2014

Rozdział 13

Mimo wczesnej pory na dworze było bardzo jasno. Szliśmy ulicami Dortmundu nigdzie się nie spiesząc.  Mijali nas ludzie, którzy spieszyli się do pracy, dzieci, które szły do szkoły. Tylko my wolnym krokiem przemierzaliśmy miasto bez celu. Spojrzałam na Marco. Widać było po nim że się nie wyspał. Ale w końcu to on chciał tak szybko wyjść.
 - Jadłaś już śniadanie? - zapytał mnie
 - Tak - powiedziałam uśmiechając się do niego
 - Ja nie zdążyłem, więc chodźmy do jakiejś knajpki. Ja coś zjem a ty napijesz się czegoś - rzekł uśmiechnięty
 - No dobra niech ci będzie grubasku - powiedziałam śmiejąc się
 - Jaki grubasku, to są same mięśnie - rzekł poważnie i podniósł swoją koszulę bym mogła zobaczyć jego idealnie wyrzeźbiony tors
Spowodował tym pisk młodych dziewczyn, które właśnie nas mijały. Oczywiście potem musiałam im zrobić zdjęcie z chwalusiem Marco. Dalsza droga minęła nam w spokoju. Po 15 minutach spaceru siedzieliśmy w naszym ulubionym bistro. Marco zamówił sobie śniadanie a ja gorąca czekoladę. Podziwiałam się że byłam wstanie wstać o tak wcześniej porze. Patrzyłam jak siedzący naprzeciwko mnie Reus konsumuje posiłek. Jego idealna buźka, która teraz była skupiona na jedzeniu wyglądała cudownie. Gdy zauważył że mu się przyglądam uśmiechnął się do mnie. Gdy skończył jeść śniadanie ja dopiłam szybko mój napój, zapłaciliśmy i wyszliśmy z pomieszczenia.
- To co robimy teraz? - zapytałam
- Skoczymy zrobić jakieś zakupy bo u mnie lodówka świeci pustkami - rzekł z zacieszem
- Okey niech ci będzie - odpowiedziałam
Ruszyliśmy w kierunku sklepu spożywczego. Gdy weszliśmy do środka była tam może tylko jedna osoba. Marco wziął wózek i zaczęliśmy robić zakupy. Oczywiście prócz rzeczy potrzebnych w wózku znalazło się pełno rzeczy bez, których szło by się obejść. Na przykład batoniki, czekolady, żelki, popcorn, ciastka, jakieś napoje i kup innych niezdrowych rzeczy.
 - I niech mi ktoś teraz powie że sportowcy zdrowo się odżywiają - zaśmiałam się z niego
- No Robciu się odżywiania zdrowo - powiedział najpoważniej jak mógł ja tam dobrze wiedziałąm że chłopacy z tego powodu mają z Lewandowskiego z szatni niezłą polewkę
 - No tak bo Ania mu nie pozwala inaczej. Same warzywa jak królik. Piękny i boski Królik Lewandowski - odpowiedzialam
 - Ale z ciebie złośliwa małpa - rzekł śmiejąc się
- Uczę się od najlepszych - odrzekłam pokazując mu język
I tak jakoś zaczęliśmy się przepychać że Marco wylądował na puszkach kukurydzy, które rozsypały się na prawie cały sklep. Zaczęłam zwijać się ze śmiechu widząc przerażoną miną Marco.
 - Szybko spierdalamy stąd - szepnął mi gdy podniósł się.
 No więc wzięłam nasz wózek i pojechaliśmy do kasy zapłacić. Kasjerka chyba wiedziała że ten kukurydziany rozpiździel na sklepie to nasza sprawka, gdyż nie patrzyła na nas pogodnym wzrokiem. Szybko spakowaliśmy zakupy i pędem opuściliśmy sklep. Z zakupami w rękach i uśmiechem na ustach ruszyliśmy do domu mojego dzisiejszego towarzysza.
 - Marco nigdy bym nie pomyślała że lecisz na kukurydzę - mówiłam
- Milcz - rzekł śmiejąc się Reus
- Może następnym razem założymy się o to czy na jednej imprezie, zaliczysz dwie puszki z kukurydzą - powiedziałam na co oboje wybuchliśmy śmiechem. Była dopiero 9:36. Odnieśliśmy zakupy do kuchni blondyna.  Zrobiliśmy sobie kawę i udaliśmy się do salonu. Marco wziął jedną czekoladę do zjedzenia. Ja włączyłam Tv i zaczęliśmy oglądać Trudne Sprawy.
- My byśmy się tam nadawali - zaśmiał się Rudasek
- Z twoim udziałem musieli by to puścić po 22 - zaśmiałam się
- Dlaczemu? - zapytał robiąc smutną minę
- Domyśl się geniuszu - powiedziałam i znacząco poruszyłam brwiami co wywołało śmiech u Rudasa.
- No, ale wiesz mógł bym być tym niemieckim Dariuszem - rzekł śmiejąc się
- Wiesz jakoś nie chciała bym cię spotkać w wannie - powiedziałam za co dostałam od Reusa łokciem w bok.
- Ja Cię już kiedyś spotkałem - powiedział na co oboje zaczęliśmy się śmiać wspominając pamiętną imprezę u Humiego.
Południe mijało nam w miłej atmosferze. Obejrzeliśmy jakiś film i właśnie mieliśmy się zabierać za zrobienie obiadu. Wyjęliśmy wszystkie potrzebne składniki i zaczęliśmy przygotowywać zapiekankę. Po nie całej godzinie starannego krojenia, gotowania makaronu i tarcia sera efekt naszych wypocin wylądował w pierniku. W czasie gdy danie miało się piec my postanowiliśmy posprzątać trochę kuchnię. Nie było to proste, ale jakoś nam się udało. Później ja nakryłam do stołu a Reus szukał czegoś do picia. Wreszcie udało mu się wygrzebać z szafy jakiś sok pomarańczowy. Gdy skończyliśmy można było już wyciągnąć z pieca nasz obiad. Ubrałam więc rękawice i ostrożnie wyjęłam zapiekankę. Reus w tym samym czasie naszykował na stolę deskę, na której będę mogła położyć gorące danie. Po chwili już konsumowaliśmy posiłek. Muszę przyznać że nie wyszło to tak źle. następnie pozmywaliśmy i postanowiliśmy udać do do kręgielni. Jak się okazało Marco był w swoim żywiole. Widać że bardzo lubił grać w kręgle.
Ja siedziałam przy stoliku popijając sok porzeczkowy i podziwiałam jak mój towarzysz cieszy się jak dziecko gdy uda mu się zbić prawie wszystkie kręgle. Byłam wpatrzona w jego idealne ciało, idealny uśmiech. Śliczne włosy jak zawsze starannie ułożone, modnie ubrany, zawsze ładnie pachnący. Tak to cały Marco. Szyło by się w nim zakochać, gdybym tylko nie wiedziała jak on traktuje dziewczyny to kto wie. Po chwili były blondyn usiadł koło mnie.
- O czym tak myślisz? - Zapytał
- Tak o wszystkim i o niczym - rzekłam i posłałam mu promienny uśmiech
- Chodź zagramy razem - powiedział wstając i podając mi rękę
- Ale ja nie umiem grać - zaśmiałam się
- Nauczę Cię - powiedział i pociągnął mnie w swoim kierunku
Nie miałam innego wyjścia jak zagrać z nim. Muszę przyznać że gra w kręgle wcale nie jest taka trudna. Udało mi się parę razy nawet zbić wszystkie kręgle z czego cieszyłam się może nawet bardziej niż Marco. Graliśmy jakieś dwie godziny, gdy stwierdziliśmy że pora na coś innego. Było dopiero kilka minut po 18.
- To co robimy teraz? - zapytałam
- Niespodzianka - powiedział
Gdy wyszliśmy z kręgielni zawiązał mi oczy chustką. Szliśmy nie za bardzo wiedziałam gdzie, bo w końcu trudno widzieć cokolwiek gdy ma się  zawiązane oczy. Weszliśmy do jakiegoś budynku i pokonaliśmy bardzo dużo schodów. Nagle poczułam jak w twarz uderza mi chłodne powietrze co znaczyło że znów jesteśmy na dworze.
- Uważaj - powiedział i stanął za mną obejmując mnie w pasie
To nie było całkiem do niego podobne. Ściągnął mi chustkę z oczów i oniemiałam. Przede mną rozciągała się cudowna panorama mojego ukochanego miasta jakim jest Dortmund. Spojrzałam w dół. Staliśmy na brzegu dachu jakiegoś wieżowca. Szczerze nie mogłam napatrzeć się na ten nieziemski widok jaki ukazywał się moim oczom.
- Pamiętam jak kiedyś powiedziałaś mi że lubisz oglądać zachód słońca, więc postanowiłem Cię tu wziąć i pokazać Ci ten - rzekł kładąc głowę na moim ramieniu
- Dziękuje - powiedziałam
- Chodź usiądziemy sobie - rzekł i ściągnął bluzę, by położyć ją na betonie gdzie mieliśmy usiąść
Usiadłam koło niego i wtedy mogłam dokładnie przyjrzeć się tatuażom, które zdobiły jego rękę.
- Podobają Ci się - zapytał, tym samym wyrywając mnie z zamyślenia
- Bardzo - powiedziałam uśmiechając się - Zawsze chciałam mieć jakiś, ale nie odważyłam się nigdy sobie żadnego zrobić
- To chodź, zawiozę Cię do gościa, który zawsze mi robi tatuaże. Zna się na tym - powiedział przyglądając mi się
- No nie wiem - powiedziałam nie pewnie
- Na pamiątkę tego dnia, który spędziliśmy w dwójkę świetnie się bawiąc - rzekł uśmiechnięty
- No okey - zaśmiałam się - Ale to nie będzie boleć?
- Nie - opowiedział - jak coś to będę cię trzymał za rękę - dodał po chwili
Ostatni raz spojrzałam na panoramę Dortmundu i ruszyliśmy w stronę studia z tatuażem. Szliśmy zatłoczonymi ulicami Dortmundu. Na dworze powoli ściemniało się. Nawet nie wiem kiedy dotarliśmy pod cel naszej wyprawy. Weszliśmy do środka. Marco przywitał się z właścicielem studia. Powiedział mu że chciała bym zrobić sobie jakiś drobny tatuaż, a że akurat nikogo nie było to odrazu bez czekania mogłam go sobie wykonać.   Opisałam mu jak ma on wyglądać i koleś zabrał się do pracy. Widziałam kątem oka Reus, który siedział wygodnie na fotelu i przyglądał się mi. Uśmiechnęłam się do niego co on zaraz odwzajemnił. Po niecałej godzinie tatuaż był gotowy. Muszę przyznać że był piękny. Chciałam zapłacić tatuażyście za wykonaną pracę jednak Reus mnie wyprzedził. Gdy wyszliśmy z studia rzekłam
- Nie musisz za mnie płacić, mam swoje pieniądze i mogłam sama to zrobić - gorączkowałam się
- Nie marudź mi tu. On ma Ci o mnie przypominać - rzekł i złapał mnie za rękę
Szliśmy tak nie odzywając się, aż doszliśmy do parkingu, gdzie zaparkowany był samochód Reusa.
- A teraz ostatni cel naszej podróż - powiedział
- Mogę wiedzieć gdzie jedziemy - spytałam go z uśmiechem
- Niespodzianka - szepnął mi na ucho i otworzył drzwi do samochodu
Jechaliśmy miło rozmawiając i śmiejąc się co chwilę. Jeszcze nigdy nie spędziłam tak przyjemnie czasu z tym osobnikiem. Pokazał dziś że nie tylko jest dupkiem, który potrafi wykorzystywać dziewczyny, ale potrafi być też troszkę romantyczny. Po ponad pół godzinnej jeździe byliśmy nad jakimś jeziorem. Nie był to ten staw, nad którym byłam z Tomkiem.
- Widzisz ten domek niedaleko jeziora i ten jacht? - zapytał pokazując na wymieniane rzeczy
- Tak widzę - rzekłam
- No więc są moje, podobnie jak całe to wszystko co widzisz - rzekł - tu zawsze przyjeżdżałem z rodzicami jak byłem mały - opowiadał przytulając się do mnie
Później zabrał mnie nad brzeg, gdzie usiedliśmy ze spokojem. Tak chylił się ku końcowi dzień, który calutki miałam spędzić z Marco. Był wieczór. Na dworze robiło się coraz zimniej. Na ręce wyszła mi gęsia skórka.
Marco musiał to zauważyć bo otulił mnie swoją bluzą.
- Dziękuje - powiedziałam
- Nie ma za co - rzekł i wysłał mi uśmiech, który natychmiast odwzajemniłam
Siedzieliśmy jakiś czas rozmawiając i wpatrując się w gładką tafle wody na jeziorze. Może trwalibyśmy tak dłużej gdyby nie to że na dworze rozpętała się ogromna wichura. Zanosiło się na burze. Niebo zachmurzyło się zasłaniając przy tym wszystkie gwiazdy. NA dworze zrobiło się szaro. Wiatr szalał wyginając gałęzie drzew. Powoli zaczynało również padać.
- Chodź szybko do domu, nie będziemy wracać w taką pogodę - krzyknął Marco i złapał mnie za rękę ciągnąc za sobą. Gdy tylko wpadliśmy do domu i zamknęliśmy za sobą drzwi na dworze rozpadało się na dobre. Wysłałam tylko SMS do Mario że nie wiem czy wrócą na noc do domu i dołączyłam do Marco, który właśnie rozpalał ogień w kominku. Burza rozszalała się na dobre i  za chwilę pozbawiła nas prądu. Czułam że czeka nas długa noc.

********************************************************************************************

Wiem rozdział kompletnie o niczym ;c
Na wasze życzenie postanowiłam ocieplić troszkę relacje Marco-Lena ;*
Nie wiem na jak długo, ale jest ;)
W końcu udało mi się napisać też dłuższy rozdział ;D
Oddaje go w wasze ręce i liczę na ocenę w komentarzach, które strasznie motywują do dalszego pisania ;) 
 

środa, 7 maja 2014

Rozdział 12

(Nasze twarze były bardzo blisko siebie. Marco jeszcze zmniejszył tą odległość i wtedy....)

Ponownie szepnął mi na ucho
- Kocie szykuj się, jutro o 7 jestem po Ciebie - rzekł i zostawił mnie na środku parkietu w totalnym osłupieniu. Gdy oddalał się odwrócił się tylko na chwilę i pokazał dwa palce, co oznaczało że zaliczył dwie panienki i przegrałam zakład. Szybko odwróciłam wzrok od blondyna i udałam się do kuchni, gdzie Lewy właśnie robił degustacje drinków. 
- Lena co powiesz na tego drinka - zapytał mnie zalany w trzy dupy Lewandowski
Wzięłam od niego szklankę i tajemniczym drinkiem i upiłam łuk, który natychmiast wylądował na śnieżnobiałej koszuli Polaka. 
- Co to kurwa jest - wrzasnęłam tak że obudziłam Kubę, który tak się wystraszył że wypuścił z ręki swoje pół litra. To stłukło się. Biedny Kuba zaczął płakać że zabił swoją żonę, zbierając kawałki szkła z podłogi. 
- Moja koszula - zaczął płakać Lewy - a to był mój nowy drink: Wódka, Wino i Piwo. Zobacz jak zniszczyłaś mi bluzkę - rozbeczał się na dobre 
- Boże jacy Ci Polacy sentymentalni. Jeden płacze, bo stłukła mu się flaszka, drugi bo ma brudną koszulę - rzekłam śmiejąc się pod nosem i wyszłam z kuchni  zostawiając tą marzącą się dwójkę samą. 
W salonie nie zastałam lepszej sytuacji niż w kuchni. Na środku salonu leżały drzwi, które wcześniej wyważył mój brat a na nich smacznie spał Piszczu. Wtedy do głowy przyszedł mi szatański plan. 
- Myślisz o tym samym co ja - zapytał mnie znajomy głos zza pleców 
- Chyba tak - powiedziałam odwracając się z zacieszem na twarzy do blondyna. 
Wzięliśmy pastę do zębów i wysmarowaliśmy mu całą twarz a potem obkleiliśmy to dokładnie płatkami kukurydzianymi. NA koniec wzięłam szminkę i zrobiłam mu na szyi parę śladów. Ewa gdy tylko go zobaczyła wybuchła śmiechem i  poleciała po aparat żeby to uwiecznić. Mario i Wiki już pewnie jakiś czas temu wrócili do domu, więc ja też postanowiłam się zmywać. Reus stwierdził podobnie więc razem wyszliśmy z posesji Piszczków i pokierowaliśmy się w kierunku domu. Reus uparł się że mnie odprowadzi pod sam dom. Było już coś po 1. Dortmund nocą wyglądał cudownie. Uwielbiałam nocne spacery po tym mieście. Marco uśmiechnął się do mnie. 
- Nie mogę uwierzyć że taka ładna dziewczyna nie miała jeszcze chłopaka - powiedział zatrzymując się
- No widzisz. Jakoś tak wyszło i chyba się to raczej szybko nie zmieni - powiedziałam stając na przeciwko blondyna 
- A ten twój nowy kolego? - Zapytał niepewnie
- Tomek? - spytałam chodź  dobrze wiedziałam że to właśnie o niego chodzi 
- Tak - odpowiedział 
- Tomek to mój przyjaciel. Świetnie się czuje w jego towarzystwie, ale to tylko przyjaciel - powiedziałam patrząc w śliczne tęczówki Reus, które jakby w tym momencie mnie zahipnotyzowały. Czy to możliwe by czyjeś oczy tak na mnie działały. 
- Daj łapę - powiedział Marco z uśmiechem i splótł nasze dłonie.
  Ja tylko uśmiechnęłam się w jego kierunku. Czułam w tym momencie coś dla mnie całkiem obcego. Gdy szliśmy tak ulicami Dortmundu trzymając się za ręce w moim brzuchy chyba zadomowiło się stado motyli. 
- Jutro spędzimy razem calutki dzień - rzekł uśmiechając się do mnie
- Wiem i zaczynam się bać - odpowiedziałam ze śmiechem 
- Nie masz czego. Jestem całkiem nieszkodliwy - powiedział poruszając znacząco brwiami na co ja wybuchłam śmiechem 
- Powiedzmy że Ci ufam - powiedziałam  
Dalej szliśmy milcząc. Gdy doszliśmy do domu pożegnaliśmy się i pobiegłam do domu. Wzięłam szybki prysznic i już po chwili byłam w łóżku. Na wyświetlaczu pojawił się SMS. Był od Marco. 
Nie zapomnij jutro o 7 jestem po Ciebie. Słodkich snów :*
Szybko mu odpisałam.
Nie martw się nie zapomnę. Nawzajem ;*  
Odłożyłam telefon i nim się zorientowałam smacznie spałam. 
      Kolejnego dnia obudził mnie budzik. Była 6:10. Miałam nie całą godziną do przyjścia Reusa. Szybko wybrałam sobie ciuchy i pobiegłam wziąć prysznic. Potem szybko uczesałam się i zrobiłam lekki makijaż. Zeszłam na dół zjadłam szybkie śniadanie i o 6:55 byłam gotowa do wyjścia. Reus był punktualny i o godzinie 7 wyruszyliśmy na podbój Dortmundu. 

*******************************************************************************************************

Strasznie was przepraszam że tak dawno nic tu nie dodałam, ale nie mam w ogóle czasu żeby pisać ;c
Mam nadzieję że teraz już nie będzie takich długich przerw ;)
Życzę miłego czytania ;** 

piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział 11

Tomek jak zawsze był punktualny. Ubrałam kurtkę i wyszłam mu na spotkanie. Przywitaliśmy się buziakiem w policzek i ruszyliśmy w kierunku jego motoru. Wytłumaczyłam przyjacielowi jak dotrzeć nad staw który miałam zamiar mu pokazać. Następnie wsiedliśmy na pojazd i ruszyliśmy w drogę. Dziś jeszcze bardziej niż wczoraj utwierdziłam się w przekonaniu że Tomek nie jest miłośnikiem wolnej jazdy. Jednak muszę przyznać że jakoś nie bałam się z nim podróżować. Po 15 minutach drogi byliśmy na miejscu. Niebo było błękitne i jak na wrzesień pogoda w tym momencie była bardzo przyjemna. Rozłożyłam koc na brzegu i oboje położyliśmy się na nim.  Wyjęliśmy także smakołyki, które wzięliśmy ze sobą. Między innymi truskawki. Nie mam pojęcia skąd Tomek wziął teraz ten owoc, ale cóż liczyło się że jest. Jedliśmy i rozmawialiśmy. Wiedziałam już o nim strasznie dużo. Gadało nam się jakbyśmy znali się całą wieczność. Może nawet z Tomkiem rozumiałam się lepiej niż z Marco, którego znałam od małego, ale do tej pory łączyły nas tylko wspólne imprezy. Prócz tego Tomek szanował dziewczyny czego niestety nie można powiedzieć o tym Rudym Reusie. Swoją drogą ciekawe czy teraz jakaś poleci na jego fryz. Tomek i Marco to dwa zupełnie inne charaktery. Tomek, który ma szacunek do płci przeciwnej, nie lubi dużo imprezować, ale to nie znaczy że nie lubi spędzać czasu ze znajomymi. On woli iść do kina, na pizze, kręgle, choć na dyskoteki też zdarza mu się iść. Kontra Reus. Człowiek, który ma gdzieś uczucia dziewczyn. Można by rzec że przeleciał by wszystko co  na dwie nogi, piersi i się rusza. Jedyne na czym mu zależy to to by iść na imprezę i się nawalić. Ma gdzieś konsekwencje tego co robi. Jednak czasem potrafi pomóc. Dla przyjaciół jest wstanie zrobić wszystko. Jak by miał dwa zupełnie inne oblicza. Mimo to bardzo go lubiłam, choć czułam wielokrotnie do niego obrzydzenie. Nad stawem, było jeszcze parę osób. Jakieś starsze małżeństwo, które szło brzegiem trzymając się za ręce, dwójka dzieci biegająca na plaży, i starzy pan łowiący ryby. Czas z Tomkiem biegł bardzo szybko i nim się obejrzeliśmy była już 17. Zaczęliśmy się zbierać do domu. Słońce zaczęło już powoli zachodzić.  Tu ten widok zapierał dech w piersiach. Tomek złapał mnie za rękę i ruszyliśmy w kierunku miejsca, gdzie zostawiliśmy motor. Podróż do domu zajęła nam 20 min. Pożegnałam się z Tomkiem i pobiegłam do domu. Miałam dziś napięty grafik. Szybko wskoczyłam pod prysznic i zaczęłam szykować się na dzisiejszą dziką imprezę u Piszczka. Postanowiłam zrobić dziś mocniejszy makijaż szybko ubrałam się i zeszłam na dół w celu pomalowania paznokci. Byłam zadowolona ze swojego dzieła. Skończyła je w samą poje, gdyż od razu usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie pomyliłam się w drzwiach stał wystrojony Reus.  Punkt za punktualność dla obojga.
- Ciekawe czy, któraś pójdzie z tobą do łóżka jak zobaczy Cię w tych sexi włoskach - drwiłam z niego
- Zakład że przelecą dziś co najmniej dwie - powiedział patrząc mi w oczy
- Okey. To o co? - zapytałam
- Jak wygram to spędzasz ze mną calutki jeden dzień od rana do nocy i robimy to co ja chce - rzekł pewny siebie
- Okey, ale bez żadnych takich wiesz - powiedziałam podając mu rękę
- Okey to zakład - rzekł
- A jak ja wygram to przez cały tydzień odpuszczasz sobie panienki - powiedziałam
- dobra - zaśmiał się
Oczywiście gdy dojechaliśmy na miejsce impreza trwała w najlepsze. Właśnie przechodziłam koło drzwi od łazienki kiedy wyleciały one z hukiem z zawiasów. A kto wyszedł z toalety. Oczywiście mój nawalony brat
- Jak się bawić to się bawić drzwi wyjebać nowe wstawić - zaśmiałam się z niego podobnie jak reszta obecnych.
Tylko Ewie było nie do śmiechu. Nie dziwie jej się też bym się wkurzyła jak by mi wtoś wyjebał drzwi od kibla.
- Spokojnie kochanie i tak zamierzałem kupić nowe - zaśmiał się porządnie wstawiony już Piszczek
Oczywiście chłopacy przez całą imprezę mieli fazę. Lewy śpiewał słowianki a do tego próbował seksownie się poruszać, więc mieliśmy z niego spory ubaw. Błaszczu spał słodko przytulony do pół litra wódki i co się na chwilę ocknął mówił jak bardzo ją kocha. Hummels zadzwonił do Kloppa i zaczął mu się zwierzać. Ogólnie nie można było nażekać na nudę. Nagle do tańca porwał mnie Reus.
- Seksownie dziś wyglądasz kociaku - szeptał mi na ucho
- Ty też dziś jesteś seksi kocia - powiedziałam i zaczęłam się śmiać byliśmy dość ładnie wstawieni. Nasze twarze były bardzo blisko siebie. Marco jeszcze zmniejszył tą odległość i wtedy....

****************************************************************************************************************

Postanowiłam was potrzymać w niepewność ;*
Dodam że w następnym rozdziale stanie się coś ciekawego ;D
CZekam na wasze opinie w komentarzach ;*


wtorek, 15 kwietnia 2014

Liebster Award

Bardzo dziękuje za nominację Alex oraz +Malinowa Mamba  ;* Cieszę się że mój blog wam się spodobał ;)

1. Skąd pochodzisz ?
Wielkopolska
2. Który z piłkarzy ma najładniejszą i najfajniejszą dziewczynę , narzeczoną , żonę ? 
Robert Lewandowski
3. W jaki niesamowity sposób chciałabyś spędzić swoje urodziny ? 
Skoczyć z spadochronem *___*
4. Który ze stadionów jest najlepszy ?
Signal Iduna Park
5. Bez czego nie ruszysz się z domu ? 
Telefon
6. Ile masz wzrostu ? 
163
7. Jak myślisz , Mario Goetze wróci jeszcze do Borussi ?
Bardzo bym chciała
8. Jaka była twoja reakcja kiedy Borusia wygrała 3-0 z Bayernem ?
Wybuch radości  ;D
9. Najprzystojniejszy piłkarz BVB to ... ? 
Marco Reus ;* <3
10. Co robisz kiedy brakuje ci weny ? 
Leże na łóżku z nogami w stronę sufitu ;3
11. Ulubiona piosenka to ... ? 
remady feat manu l - the way we are *___*



1. Ulubiony piłkarz ?
Marco Reus, Łukasz Piszczek
2. Dlaczego właśnie zaczęłaś pisać bloga z opowiadaniem ?
Kiedyś przypadkiem trafiłam na opowiadanie o jakimś piłkarzu i postanowiłam spróbować swoich sił :) 
3. Ile masz lat ?
16 ;)
4. Od kiedy kibicujesz Borussi ?  
2-3 lata ;)
5. Ile masz wzrostu ? 
163
6. Czy jesteś od czegoś uzależniona ?
Telefonu, BVB
7. Ulubione perfumy ?
Naomi Campbell
8. Wymarzone miejsce na oświadczyny ?
NIe mam pojęcia, ale jakieś niezwykłe ;D
9. Jakiego piłkarza chciałabyś spotkać ? 
Marco Reus ;D
10. Jaką masz ksywkę ?

Pat, Zacharka
11. Jesteś prawo czy leworęczna ? 
Praworęczna


Nominuję:
1. http://serce-nie-slugaa.blogspot.com/
2.http://erik-durm-story.blogspot.com/
3.http://zmienmy-przyszlosc-na-lepsza.blogspot.com/

Pytania ode mnie:
1. Jak masz na imię?
2. Ile masz lat? 
3. Jaki jest twój ulubiony piłkarz?
4. Za co lubisz piłkę nożną?
5. Co chcesz zmienić z swoim życiu?
6. Jaki piłkarz na najoryginalniejszą fryzurę?
7. Ulubiony klub?

8. Ulubiony sport?
9. Co najbardziej lubisz robić?
10. Co robisz gdy nie masz weny? 
11. Ulubiona potrawa?

piątek, 11 kwietnia 2014

Rozdział 10

Rano obudziły mnie promienie słoneczne wdzierające się do mojego pokoju. Leniwie przeciągnęłam się spoglądając na zegarek wiszący na ścianie. Była dopiero 9. Przewróciłam się na drugi bok usiłując zdrzemnąć się jeszcze chwilkę, jednak moje trudy poszły na marne, gdyż za chwilę do moich uszy dotarł dźwięk gwizdka w czajniku. Postanowiłam, więc wstać. Wzięłam luźne dresy i udałam się do łazienki w celu odświeżenia. Zdjęłam moją ulubioną piżamę i weszłam do kabiny prysznicowej odkręcając letnią wodę. Porządnie namydliłam moje ciało ulubionym żelem pod prysznic a później dokładnie spłukałam z siebie pianę. Pośpiesznie wytarłam się dość szorstkim ręcznikiem i ubrałam się. Weszłam do pokoju i wzięłam mój telefon. Zauważyłam że ma 1 wiadomość. Szybko odczytałam ją
Od dziś biorę się za twoją kondycje grubasku. Za 15 min jestem u Ciebie i idziemy biegać <3
O nie. Na samą myśl o bieganiu odechciewało mi się żyć. Chłopacy mieli dziś trening  dopiero o 14, więc wiedziałam że Reus tak łatwo mi nie odpuści. Miałam jeszcze 10 minut. Postanowiła coś zjeść. Gdy weszłam do kuchni śniadanie było już na stole. 
- Dziś o 20 impreza u Piszczka - przywitał mnie tymi słowami mój brat, co wywołało uśmiech na mojej twarzy - Nie szczerz się tak, na tej imprezie nie będziesz się całowała z Reusem
- Przymknij się, bo nie ręczę za siebie - rzekłam siadając do stołu
- Podobało Ci się, było widać - śmiał się Mario
-Nie mów tyle, bo Ci się zęby spocą i się muchy zlecą - powiedziałam
Niestety nie było dane dokończyć śniadanie, gdyż w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Pożegnałam się z Bratem i poszłam otworzyć. Przed drzwiami stał Reus. Rudy Reus.
- Coś ty głową bigos mieszał - śmiałam się z niego 
- Bardzo śmieszne - powiedział - Dalej biegniemy 
Biegaliśmy jakieś pół godziny. Przez cały ten czas dogryzałam Reusowi, który jednak po dłuższej po chwili nie wytrzymał i wskoczył mi na barana. A że Marco do najlżejszych nie należał to za chwilę legliśmy jak dłudzy na trawniku.
- Reus grubasie złaź ze mnie - usiłowałam krzyczeć, ale byłam przygnieciona przez cieszącego mordę blondyna
- Oj Lena nie pasuje ci ta pozycja - spytał niewinnie
- Reus robię się fioletowa - mamrotałam
- W fiolecie też ci do twarzy - śmiał się po nosem
- Czego nie można powiedzieć o twoim rudym - chyba znalazłam jego słaby punkt - może ja też przefarbuje się na rudo nie będziesz sam wyglądał jak debil
- Mamusi się podoba - powiedział na co ja wybuchłam śmiechem
- Pewnie chce się podlizać, żebyś jej robił za dziadka do orzechów wiewióreczko - powiedziałam
- Przegnasz - powiedział i zaczął mnie łaskotać
- Marco debilu skończ - krzyczałam śmiejąc się tak że cały park patrzył co robimy
- A co ja będę z tego miał - rzekł znacząco poruszając brwiami
- Jajco - powiedziałam
- Ty tak to ja tak - powiedział i chwilę rozglądał się po parku
Potem przerzucił mnie przez ramię i zaczął kierować się w stroną fontanny, która znajdowała się po drugiej stronie parku. Po chwili byłam cała mokra a do tego siedziałam w fontannie
- Reus - krzyknęłam - wyciągnij mnie stąd palancie
On tylko spojrzał na mnie i zaczął się śmiać.
- Marco - krzyknęłam
- Sama wyjdź - rzekł ze śmiechem
- Dobra sam tego chciałeś FOCH - powiedziałam i odwróciłam się w drugą stronę
- Lena - powiedział
- .... -
- No ale Lena - mówił dalej
- ... -
- Lenuś, kochanie wiesz że Mario jedzie po treningu do Wiki, więc jak będziesz miała na mnie focha to nie przyjadę po Ciebie i sama pieszo będziesz musiała iść - rzekł i zaczął się śmiać
Kurdę znalazł mój słaby punkt. Ja zrobię wszystko żeby tylko nie iść na imprezę pieszo
- Dobra wybaczam Ci - powiedziałam i zaczęłam się śmiać
O 11 byłam z powrotem w domu. Postanowiłam napisać do Tomka.
Hej :) Jak chcesz to mogę Cię dziś zabrać nad staw, niedaleko Dortmundu Jeśli masz czas to za godzinę ruszamy ;D
Gdy wysłałam SMS poszłam się przebrać w inne ciuchy, gdyż te były całe mokre. Gdy to zrobiłam zobaczyłam że dostałam już odpowiedź
Mi Pasuje ;D Za 20 minut jestem u ciebie ;D
Uśmiechnęłam się do ekranu i pobiegłam naszykować się na spotkanie z nowym kolegą.

****************************************************************************************************************

Wiem krótki ;c
Postaram się, aby kolejny był dłuższy ;D
Dziękuje ża wszystkie komentarze, które strasznie mobilizują do dalszego pisania ;*
Dziękuje wam kochane! Jesteście wspaniałe <3

czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział 9

Gdy podjechaliśmy pod mój dom zobaczyłam na tarasie Mojego brata z Wiki i Marco. Już wiedziałam że zaczną się pytania kto Cię przywiózł, czy to twój chłopak i coś w tym stylu. Zsiadłam z motoru i ściągnęłam kask. Tomek uczynił to samo. Uśmiechnął się do mnie
- To może jutro pokażesz mi miasto, wiesz jestem tu od tygodnia i jeszcze nie za bardzo je ogarniam - powiedział z tym swoim nieziemskim uśmiechem
- Nie ma problemu - odpowiedziałam mu
- To o 16 przyjadę po ciebie - Rzekł
- Okey. To do jutra - powiedział i ruszyłam w kierunku furtki
Tomek odpalił motor i już po chwili znikł mi z pola widzenia.
- Uuuuu czuję że ktoś tu dziś zaliczył - powiedział Marco gdy tylko przeszłam koło niego
- Zamknij mordę Reus - powiedziałam spoglądając swoim morderczym spojrzeniem na Marco
- Dobra, już dobra - powiedział śmiejąc się - Wiem że czekasz aby przeżyć swój pierwszy raz ze mną - dodał znacząco ruszając brwiami
- Jasne, o niczym innym nie marzę - powiedziałam z ironią - Ale wątpię byś tym swoim małym kołkiem mnie zadowolił - dodałam i sądząc po jego minie wygrałam tą wymianę zdań
- Widzę ostro - powiedział Mario pokładając się ze śmiechu. Jak widać złość z dzisiejszego południa mu przeszła.
- Z tym idiotą nie idzie inaczej - powiedziałam
- Nie przesadzaj, bo ten idiota świetnie całuje - rzekł blondyn
- Cóż za skromność - powiedziałam ze śmiechem
- Dobra starczy tych kłótni, masz tu piwko i siadaj z nami - powiedział Mario
- Nie mam ochoty na piwo - powiedziałam siadając na brzegu tarasu
Wzięłam szklankę z sokiem pomarańczowym i patrzyłam na ostatnie promienie słońca chowające się bez pośpiechu za horyzontem. Upiłam łyk soku rozkoszując się tym widokiem. Nie wiem dlaczego ostatnio tak rzadko podziwiam zachód słońca. Gdy jeszcze żyli moi rodzice lubiliśmy razem siadać na tarasie lub w ogrodzie i po prostu milcząc podziwiać jak słońce znika za horyzontem. Od tego czasu bardzo się zmieniałam. Wtedy jeszcze byłam grzeczną, pomocną i miłą dziewczyną. Wzorową uczennicą. Jednak od śmierci rodziców jestem wredna, chamska i pyskata. Zamiast się uczyć, chodzę na ostro zakrapiane imprezy. Wiem że rodzice nie byli by ze mnie dumni, ale tylko wtedy wiem że poradzę sobie z problemami. Podziwiam ludzi, którzy mimo wszystko znoszą moje humorki. Był początek września. Wieczory były już chłodne. Nagle poczułam że ktoś przykrywa moje nagie ramiona bluzą. Odwróciłam się w tamtym kierunku i zobaczyłam Reusa siadającego koło mnie. Uśmiechnęłam się do nie go w ramach podziękowania za bluzę. On tylko odwzajemnił uśmiech i odwrócił głowę podziwiając ten sam widok co ja. Mimo tego że brzydziłam się tym jak traktuje dziewczyny, był mi bliski. Był moim przyjacielem, mimo wszystko. Mino Tego że cały czas skaczemy sobie do gardeł i dogryzamy na każdy możliwy sposób. On też się zmienił. Kiedyś szanował każdą dziewczynę. Teraz ma co noc inną. Nigdy nie odważyłam się go zapytać, dlaczego to robi. Może dlatego że boję się jego odpowiedzi. Siedzieliśmy tak milcząc aż słońce zaszło zupełnie. Wiki i Mario pojechali gdzieś nie mówiąc nam nic.
- Cudowny widok - powiedział wreszcie Marco
- Zawsze lubiłam oglądać zachód słońca z rodzicami - powiedziałam ze smutkiem
- Tęsknisz za nimi? - zapytał
- Nawet nie wiesz jak bardzo - odpowiedziałam spoglądając mu w oczy
Po moim policzku spływała samotna łza, którą blondyn natychmiast otarł. Objął mnie ramieniem.
- Wydajesz się być na to wszystko obojętna - rzekł po pewnym czasie
- Bo staram się być silna, tylko jak widać nie zawsze mi to wychodzi - powiedziałam
- Nie w każdej sytuacji musisz być silna - rzekł - w niektórych sytuacjach możesz pokazać swoją słabość. Dać się chłopakowi sobą zaopiekować
- Nie zamierzam mieć chłopaka - rzekłam obojętnie
- Ja mogę się tobą opiekować - rzekł
- Ty się opiekujesz co noc inną - powiedziałam ukradkiem zerkając na niego
- Ale tak jak przyjaciel - powiedział przytulając mnie mocno
- Okey - rzekłam i uśmiechnęłam się do niego
- Przyjaciele? - spytał
- Na zawsze - odpowiedziałam ze śmiechem i przybiłam mu żółwika
- To chodź do domu, bo robi się strasznie zimno - powiedział i przerzucił mnie przez ramię
- Puszczaj mnie ty idioto - krzyczałam śmiejąc się w niebo głosy
- Blond zołza - powiedział i rzucił mnie na kanapę a potem zaczął gilgotać
- Marco - nie mogłam opanować śmiechu - błagam przestań
- Nie ma mowy - powiedział - masz mnie przeprosić za tego idiotę
- Przepraszam - odpowiedziałam ze śmiechem
- No i to mi się podoba - powiedział pomagając mi wstać
Poszliśmy do kuchni i postanowiliśmy zrobić sobie kolacje. Jak sądziliśmy na zakochańców nie było co czekać, bo pewnie i tak nie wrócą na noc. Zrobiliśmy sobie naleśniki, które ze smakiem zjedliśmy. W kuchni zostało istne pobojowisko. Wspólnie postanowiliśmy posprzątać, ale to tylko pogorszyło sytuacje, gdyś za chwilę oboje byliśmy od stóp do głów w mące. Kuchnia jak i my była cała biała.
- Oj ty brudasie trzeba Cię wykąpać - powiedział z chytrym uśmiechem Marco
- Nie, tylko nie to błagam - powiedziała doskonale wiedząc co chce zrobić blondyn
Jednak nim zdołałam zorientować co się dzieje, blondi już niósł mnie w kierunku ogrodu. Próbowałam jakoś się uwolnić z jego objęć jednak to nic nie dało bo już za chwilę bezczelnie zostałam wrzucona do basenu. Jednak pociągnęłam za sobą Marco on wpadł do niego zaraz po mnie. Mimo tego że na dworze było już chłodno, nam to nie przeszkadzało i jak dzieci chlapaliśmy się nawzajem wodą. Po jakiś 10 min wariaci wyszliśmy z basenu. Powędrowaliśmy do domu. Dałam Marco jakieś ciuchy Mario, bo przecież nie będzie siedział w tych mokrych i sama powędrowałam się przebrać. Później udało nam się doprowadzić kuchnie do porządku. Było coś po 24, gdy Marco postanowił wrócić do domu. Ja szybko Wzięłam prysznic i udałam się do mojego cieplutkiego łóżeczka. Nim zdołałam się zorientować zapadłam w głęboki sen.

***********************************************************************************************************************************************

Oddaje w wasze ręce 9 ;*
Mam nadzieję że nie zabijecie mnie za ten rozdział ;/
Jakoś nie miałam na niego pomysłu więc wyszedł jaki wyszedł ;c 
Czekam na wasze opinie w komentarzach ;)